Google+ Followers

niedziela, 22 lutego 2015

Córka dymu i kości - opinia...

Tytuł: Córka dymu i kości (tom 1)
Autor: Laini Taylor
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 200
Rok wydania: 2012
Status: Moje (niestety)
Moja ocena: 4/10


Byłam wielce podekscytowana, że posiadam tę książkę, nie mogłam się doczekać kiedy zacznę ją czytać i pełna entuzjazmu w końcu zasiadłam do lektury i z wielkim bananem na twarzy czytałam i czytałam i im dalej czytałam tym ten banan się zmniejszał aż w końcu z tego wygiętego owocu pozostała jedynie cienka kreseczka zaciśnięta na moich ustach, wzdychałam z porażki jakim było wybór książki i moje serce smuciło się z powodu zawodu.
Tak, strasznie się zawiodłam. Oczekiwałam czegoś na prawdę super i tak się z początku zapowiadało. Wciągnęłam się, początek mi się podobał, ale gdzieś tam po przekroczeniu 200-setnej strony zaczynałam stopniowo ochładzać swój entuzjazm wobec tej pozycji. Im dalej tym gorzej. I robi się coraz bardziej nudno i za dużo przeciągania niektórych momentów, nie wiadomo po co, pewnie po to żeby jakoś sztucznie wzbudzić ciekawość, ale nie za bardzo to wyszło.
Potem przy końcu trochę nabiera tempa, ale zabrakło mi tego czegoś. Cały czas czekałam na to COŚ, na jakieś BUM a tu nic. Nawet jeśli już rozpaliła się jakaś iskierka nadziei, to nie zdążyła się zbyt długo tlić. Gasła zaraz jak tylko próbowała się rozpalać.
W zasadzie książka przegadana, ciągle tylko latają i latają nie kryjąc się specjalnie ze swoimi zdolnościami przed zwykłymi ludźmi, pół książki poświęcają na pierdoły, przesiadują w jakichś miejscach, jedzą, oceniają siebie nawzajem i mało się dzieje. Główna bohaterka wielce zagubiona i momentami irytuje tym swoim zadzieraniem nosa, taka się przez to sztuczna wydaje. Za dużo zbędnych opisów, które niczego nie wnoszą a zaśmiecają tę krótką książkę. Pomysł na fabułę świetny, szkoda tylko, że pomysł nie został wykorzystany w pełni, widać było, że choć w miarę logicznie poprowadzona narracja i autorka nie gubi się w tym co pisze, to jednak sprawiała wrażenie jakby nie wiedziała na czym się najbardziej skupić, zdarzają się niedopowiedzenia, pod względem języka też daje radę (pod tym względem czytałam gorsze książki), ale nie jest do końca wykorzystany potencjał i talent pisarki. Bohaterowie bardziej się czają ze wszystkim niż coś robią, wydają się ciut leniwi. Dużo by chcieli osiągnąć, ale się z tym ociągają, mało emocji okazują tak jakby ich to nie do końca obchodziło co się wokół dzieje. I oczywiście wszyscy (no może prawie wszyscy) są nieziemsko piękni i idealni. I czy tę WIELKĄ MIŁOŚĆ można na prawdę nazwać MIŁOŚCIĄ? jakoś mnie niezbyt przekonuje, zwłaszcza, że kierują się głównie wyglądem, wszystko się sztuczne wydaje jak w telenowelach z kiepskimi aktorami.
No i ta magia.. jakaś tam jest, ale czytałam bardziej magiczne (dosłownie i w przenośni) powieści.
Humor jest nawet w miarę dobry i można (gdzieniegdzie) się pośmiać a raczej uśmiechnąć pod noskiem, ale jest on bardziej taki na siłę i wręcz żałosny niż na prawdę zabawny. Szybko się czyta, chociaż im bliżej końca tym bardziej się dłuży.
Cóż... nie jest źle, ale nie jestem zachwycona i nie przeczytam kolejnych tomów bo to strata czasu dla mnie, owszem czytałam gorsze książki, ale mogłoby być lepiej.

Dziękuję za uwagę :)
Wasza księżniczka Elilaya.

3 komentarze:

  1. Bardzo dużo amerykańskich booktuberów poleca tę książkę. Mnie jakoś nie do końca to przekonuje. Mam ją na swojej półce, ale jeszcze nie przeczytana
    Zapraszam do siebie,
    http://worldofbookss.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie na polskich stronach widziałam pozytywne opinie o tej książce, czytelnicy sobie chwalą, ale mnie nie porwała. Taka sobie bardzo, ale to już rzecz gustu. Mam nadzieje, że Tobie się spodoba i nie będziesz żałowała, że ją masz :)

      Usuń
  2. Kiedyś próbowałam się wziąć za tę książkę, ale od początku nie przypadła mi do gustu.
    Może kiedyś jednak dam radę skończyć ją i może jednak mi się spodoba ;) Zobaczymy

    Zapraszam do mnie ;)
    http://zaksiazkowane.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń