Google+ Followers

wtorek, 30 grudnia 2014

Percy Parker - opinia...

Tytuł 1: "Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker"
Tytuł 2: "Walka światła i mroku o Percy Parker"
Autor: Leanna Renee Hieber
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2011
Ilość stron: tom 1 - 367, tom 2 - 349
Status: Moje

Moja ocena: Tom 1 - 10/10, tom 2 - 8/10

Faktycznie dziwna i piękna opowieść, urzekła mnie niesamowitym klimatem, pięknym językiem i magią, odrobinka humoru też się znalazła. Bardzo fajni bohaterowie, najbardziej polubiłam wszystkie występujące w książce duchy bardzo dużo wnoszą do fabuły i myślę, że bez nich byłoby nijako, bardzo duży atut książki i to jest bardzo plus.
Rosnące napięcie, emocje, groza, trochę horroru. Główna bohaterka sympatyczna, ale nieco za bardzo niestabilna emocjonalnie. Jak na boginię jest trochę za bardzo strachliwa i uważa siebie za potwora przez swoją bladość, ma niską samoocenę, co nie raz budzi w czytelniku współczucie a innym razem irytację, bo ileż można ją pocieszać?
Kwitnąca miłość - pięknie zarysowana. Bardzo wzruszająca opowieść. Cieszę się, że tym razem odbyłam podróż do XIX - wiecznego Londynu, wręcz czułam jak ogarnia mnie mrok, otacza mgła i czułam chłodne mury Akademii. Jest dużo niedopowiedzeń w tej części, które znajdą swoje wytłumaczenie dopiero w drugiej, co jest fajne, bo narasta napięcie, niedosyt i ciekawość "co będzie dalej".
Akcja cały czas nabiera tempa, ciągle się coś dzieje. Momentami przewidywalna, ale jednocześnie zaskakująca, tyle ciekawych wątków tutaj autorka wplotła, że nie ma czasu na nudę, podziwiam, że wszystko ładnie się razem trzyma i że autorka nie pogubiła się w tym wszystkim. Odwracając kartkę nie wiemy co znajdziemy po drugiej stronie. Tutaj zakończenie, choć przewidywalne, to jednak świetne, ale nie tak jak w części drugiej.

Wszystko co nie zostało wyjaśnione w pierwszej części zostaje dopowiedziane w drugiej.
Drugi tom podobał mi się nieco mniej od pierwszego, ale ze względu na to, że za dużo było tutaj takich czułostkowych wtrąceń, lubię romantyzm i namiętność w książkach i tutaj autorka moim zdaniem, genialnie wplotła to wszystko w fabułę, ale za dużo tego i robi się po prostu mdło od nadmiaru słodyczy. Pięknie zarysowana miłość i przyjaźń, ale za dużo przytulania, całowania, westchnień itd. wkurzające było, że głównej bohaterce trzeba było po kilka razy tłumaczyć co ma zrobić, ktoś jej mówi "zrób to to i to", a ta ciągle pyta "ale jakie mam zadanie?". Trochę oczekiwałam po niej, że uwolni tę swoją boginię, że trochę się ogarnie, ale gdzie tam... chociaż podziwiam, że potrafiła przynajmniej swojemu mężusiowi się postawić, który w tej części niestety wkurzał mnie swoim uporem. Faktycznie momentami miało się wrażenie, że traktuje swoją żonę jak zabawkę.
Ale w końcu Percy pokazała, że jest jako tako odważna, że potrafi się poświęcić, że chce dobrze dla wszystkich, choć dla mnie i tak za mało boska była.
No i ponad sto stron było po prostu nudno, za dużo poświęcono stron dla ślubu. No i główna bohaterka tutaj mnie irytowała, ciągle płacze i wzdycha, jest za słodka jak przesłodzona herbata. I Alexi też mnie już drażnił tutaj momentami, widać miał brak zaufania do swojej żony i ciągle tylko musieli się zapewniać wzajemnie o uczuciu, co irytowało, bo właściwie prawie co stronę było o tym. Dużym zaskoczeniem była postać Mroku, bardzo spodobało mi się to jak autorka wykreowała tę postać, no i jest to jeden z moich ulubionych postaci.
Duchy oczywiście najlepsze! Natomiast podobała mi się końcówka, ogólnie pomijając te miłosne pierdoły głównych bohaterów, cała reszta fabuły była świetna!
I obie części jako całość po prostu super! jestem pod ogromnym wrażeniem i duży plus za mitologię :)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Social Media Book Tag...

Witam :)
Przychodzę do Was z kolejnym tagiem. Oglądam polskich booktuberów, przeglądam blogi i widzę różnego rodzaju Tagi, więc nie chcę być gorsza i dlatego też od czasu do czasu jakiś tag zrobię. Dziś padło na Social Media Book Tag, czyli dopasowujemy książki pod portale społecznościowe. Ok, zaczynam.

1. Twitter - ulubiona krótka książka?
- mam takie dwie. "W gąszczach mroku" Amelia Alwater-Rhodes (134 str.) i "Magic Molly. Kotek czarownicy" - Holly Webb (84 str.)

2. Facebook - książka, którą każdy czyta i odczuwasz presję żeby też przeczytać
- Generalnie nie odczuwam nigdy presji otoczenia jeśli o książki chodzi, nie zwracam uwagi czy książka jest popularna czy nie. Mogę na odczepnego powiedzieć, że "Zmierzch" jest taką książką, nie czytałam, ale wszyscy inni czytają i tak kusi żeby sprawdzić o co chodzi, ale chyba sobie daruję. Książki Pana Greena, otaczają mnie ze wszystkich stron, a ja jeszcze nie przeczytałam ani jednej, ale zamierzam to nadrobić.

3. Ma Spice - Książka, którą przeczytałaś, ale nie pamiętasz czy Ci się podobała
- szczerze? nie mam takiej książki. Zawsze pamiętam czy coś mi się podobało czy nie jeśli chodzi o książki.

4. Instagram - książka, która była tak ładna, że musiałaś zrobić jej zdjęcie
- nie mam takiej książki. Chyba, że liczyć zdjęcia stosików, żeby się pochwalić i zdjęcia biblioteczki, ale nie robiłam po to, że coś mi się aż tak podobało, tylko na potrzeby bloga.

5. Tumbler - książka, którą przeczytałam zanim zaczęła być popularna

- "Pamiętniki wampirów", czytałam zanim powstał serial, jak jeszcze były wydawane w tych takich cieniutkich, pojedynczych tomach, wtedy rozkręcał się szał na "Zmierzch", a o "Pamiętnikach..." było jeszcze cicho. Dopiero po roku gdy przeczytałam pierwsze 6 cienkich książeczek, zaczęto puszczać serial w Polsce.

6. Youtube - Książka, którą chciałabym zobaczyć na małym bądź dużym ekranie

- powiem krótko, "Saga o Ludziach Lodu" w formie serialu oooo!

7. Goodreads - Książka, którą polecam wszystkim
- polecam twórczość Stephena Kinga, Joanny Harris i Christopher'a W. Gortner'a

Tak wygląda Tag w moim wykonaniu. Zapraszam wszystkich do zrobienia.

Pozdrawiam
Wasza księżniczka Elilaya

niedziela, 28 grudnia 2014

Plebs w Lidlu - karp...

Witajcie :)
Wiadomo, przed świętami ludzie oblegali sklepy żeby zrobić zapasy żywności, bo przecież nie wytrzymają trzech dni bez mandarynek i czekolady, kupują hurtowo żywność jakby miała nadejść Apokalipsa. Pchają się do kolejek, wyrywają sobie z rąk towary, marudzą, zamiast spokojnie i ze świątecznym duchem robiąc zakupy.
W gazetce w Lidlu ukazała się reklama karpia za 9,99 zł za kilogram od 22 grudnia. Poszłyśmy z mamą rano, żeby zakupić karpia, bo w zeszłym roku też taka oferta była, całe świeże karpie (razem z głowami) można było zakupić i były tanie, smaczne i ogólnie łatwo dostępne. W tym roku tych karpi było mniej (w każdym razie u mnie w mieście) i na dodatek nie całe a same takie w kawałkach, no ale o tym dowiedziałam się dopiero na drugi dzień. W każdym razie tego 22 grudnia poszłyśmy z mamą rano żeby mieć z głowy zakupy, idziemy na lodówki i... nie ma karpi. Zapytałyśmy się Pani pracującej tam kiedy będą karpie a ona powiedziała "już były, poszły w godzinę, będą jutro." To trudno się mówi, kupiłyśmy inne rzeczy i poszłyśmy do domu. Karpie ostatecznie kupiłyśmy gdzieś indziej, żeby nie czekać do następnego dnia i dobrze się stało, oj jak dobrze się stało, że nie czekałyśmy.
Wszystko już miałyśmy kupione, ale musiałam iść jeszcze na cmentarz i po drodze jeszcze raz do Lidla po herbatę, bo mają dobrą i tanią i przy okazji zobaczyć te ryby. Poszłam o 7:30, nie wiedziałam o której jest Lidl otwarty, bo rzadko tam chodzę więc nie orientuję się w godzinach, a myślałam, że od 7:00 już będzie czynne (tak jak inne markety w moim mieście), a okazało się, że jest od 8:00. Wróciłam z cmentarza, wstąpiłam do sklepu, widzę, że jest zamknięty, 5 minut do otwarcia więc poczekałam. Ludzie stoją przy samym wejściu, bo dostawa karpi. Nie wszyscy na szczęście po ryby stali. Ledwo się drzwi otwarły i już ludzie wystartowali prosto na lodówki dosłownie sytuacja zobrazowana jak przedstawił to słynny kabaret Ani mru mru w swoim skeczu "otwarcie supermarketu". Polecieli tam, ja poszłam po herbatę i udałam się w kierunku tego tłumu żeby zobaczyć jakie karpie i wtedy właśnie zauważyłam, że to nie są całe ryby tylko w kawałkach. Jedna taka tacka za 10 zł. Panie nie zdążyły wyłożyć towaru do lodówek a ludzie już tam stali i wyrywali sobie z rąk, pchali się, wyzywali i to o dziwo starsi ludzie! padały teksty "nie pchaj, stałeś za mną", padały przekleństwa. Tam prawie stratowali jedną kobietę, która pierwsza dotarła do ryb i nie mogła przejść, bo nie chcieli przepuścić wydzierając z jej rąk towar. Efektem tego było to, że wyszła z pokaleczonymi rękoma! Przecież to chore, bić się o karpia przed Wigilią w dodatku o jakieś denne kawałki, jakby nie było innych sklepów i innych ryb. Bo przecież tragedia by się stała jakby ludzie karpia nie mieli. Brali kartonami! Się tam bili! Na serio, cywilizowani ludzie a zachowują się jak jakiś plebs. I oni śmią twierdzić, że młodzież się źle zachowuje i taka niewychowana (swoją drogą, ktoś ich wychowuje i z kogoś przykład biorą nie? skoro tacy ludzie kłócący się o karpia wychowują swoje dzieci to niech się nie dziwią czemu są tacy "niewychowani")? w takim wypadku brzmi to śmiesznie, nawet lekko jak hipokryzja. Dorośli ludzie żeby się tak zachowywali? Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd!
Ten karp na prawdę taki ważny żeby się o niego bić? inne rybki też są dobre, a na pewno nie gorsze. Dzieci nie raz potrafią się w takich sytuacjach lepiej zachować niż dorośli.
Jak zobaczyłam tę sytuacje i te marne karpiczki to cieszyłam się, że kupiłyśmy z mamą o złotówkę droższego, a za to całego i w kulturalnych warunkach.

Pozdrawiam,
Księżniczka Elilaya.

środa, 24 grudnia 2014

Życzenia...


Kochani, z okazji świąt
Niech magiczna moc wigilijnego wieczoru
przyniesie spokój i radość.
Niech każda chwila świąt Bożego Narodzenia
żyje własnym pięknem,
a Nowy Rok obdaruje Was
pomyślnością i szczęściem.
Najpiękniejszych świąt Bożego Narodzenia


I od siebie:
Wesołych Świąt, smacznej kolacji, udanego wypoczynku, dobrych książek, spełnienia marzeń, pomyślności, zdrowia, dobrego humoru i ciepła w gronie najbliższych :)

życzy Ania - czyli wasza księżniczka Elilaya :)


czwartek, 18 grudnia 2014

Albo Albo Tag...

Cześć!
Krąży po necie "Albo Albo Tag", dużo osób już go zrobiło i wasza księżniczka nie chciała być gorsza i postanowiła, że również odpowie na pytania typu "wolisz to czy to?" :)

Pytanie 1: Wolisz trylogie czy powieści jednotomowe?
- trudne pytanie. Bardzo trudne. Tak dużo tych trylogii i cyklów przeróżnych (w większości pisane po to żeby więcej zarobić), że czasami mam ich dość i chciałabym żeby historia, którą czytam kończyła się w jednym tomie. Z drugiej strony trylogie zapewniają dłuższy pobyt w danym świecie, większa przyjemność z czytania. Trudne pytanie.. nie wiem.

Pytanie 2: Wolisz kupować w Empiku czy tylko na stronach internetowych?

- W Matrasie, to jedyna księgarnia do której chodzę i kupuję, a tak to internet i czasami Biedronka. Nie kupuję w Empiku, chodzę do niego oglądać, ale nie kupować.

Pytanie 3: Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane czy żeby przekształcono je w serial?
- nie wiem. Ma być dobrze i tyle!

Pytanie 4: Wolisz czytać pięć stron dziennie czy pięć książek tygodniowo?
- głupie pytanie.. kto to wymyśla w ogóle? nie lubię szybko czytać wolę pięć stron dziennie a porządnie niż pięć książek tygodniowo byle jak odbębnić. Nie zależy mi na ilości tylko na przyjemności.

Pytanie 6: Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem książek?
- autorką książek.

Pytanie 7: Wolisz czytać w kółko dwadzieścia ulubionych książek czy sięgać po nowe pozycje?

- lubię wracać do przeczytanych już książek jak i sięgać po nowe pozycje, także wolę i to i to.

Pytanie 8: Wolałabyś pracować w księgarni czy w bibliotece?
- w bibliotece. Choć nie pogardziłabym pracą w księgarni, ważne, że pracowałabym z książkami.

Pytanie 9: Wolisz czytać tylko ulubiony typ literatury czy wszystko poza ulubionym typem literatury?
- to chyba oczywiste, że czytam to co lubię najbardziej... pfff.

Pytanie 10: Wolisz książki pisane przez kobiety czy mężczyzn?
- są dobre i złe książki zarówno autorek jak i facetów. Będę solidarna z kobietami :)

Pytanie 11: Książki papierowe czy e-booki?

- papier!

Ok, wytrwałam, odpowiedziałam na pytania i to tyle. Kto ma ochotę zrobić ten tag to proszę bardzo.
Pozdrawiam :)

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Informacja o podsumowaniach...

Dzień dobry :)

Chciałam tylko poinformować, że nastąpi drobna zmiana na moim blogu. Otóż nie będę prowadziła już comiesięcznego podsumowania czytelniczego. Dlatego, że wydaje mi się to bez sensu, źle się z tym czuję, na łeb dostaję i nie sprawia mi to przyjemności, bo zamiast czytać po prostu to na co mam ochotę patrzę żeby dopasować lektury w danym miesiącu i żeby jak najwięcej przeczytać. Postanowiłam, że nie będę robiła takiego podsumowania co miesiąc. Ani rocznego, bo w ciągu roku nazbiera się tych książek dużo i zaś potem wypisać to wszystko i rzetelnie ocenić to tak ciężko. Nie lubię tego robić, podsumowania kojarzą mi się z wyścigiem i chwaleniem się. Jednak coś na blogu być musi skoro jest to blog o książkach.
W związku z tym postanowiłam, że od tej chwili podsumowania będą odbywały się co kwartał (też bez sensu, najchętniej bym w ogóle tego nie robiła, ale jakieś podsumowania na blogu być muszą) myślę, że to jest odpowiednia ilość czasu żeby na spokojnie i z przyjemnością czytać robiąc podsumowania 4 razy w roku. Tyle wystarczy.

Z uszanowaniem,
Księżniczka Elilaya.

piątek, 12 grudnia 2014

Piękni i martwi - opinia...

Tytuł: Piękni i martwi (tom 1)
Autor: Yvonne Woon
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 416
Status: Moje

Moja ocena: 4/10


Książkę zdobyłam przypadkiem na fincie, bo została mi się resztka punktów i akurat mi starczyło więc skorzystałam.
Cóż, książkę można przeczytać, lekka w odbiorze, przyjemna i całkiem fajna, fajny i ciekawy pomysł na fabułę choć niezbyt oryginalny. Wszystko schematyczne, oklepane, wszystko już było, momentami miałam wręcz wrażenie, że książka jest podobna do "Harrego Pottera i komnaty tajemnic" tylko z innymi bohaterami. Ogólnie te wszystkie paranormale są do siebie strasznie podobne, szczególnie jeśli chodzi o wątki miłosne. Pod tym względem bohaterowie we wszystkich książkach są niemal tacy sami - wyjątkowa dziewczyna, która z początku nie wie kim jest i ktoś musi ją uświadamiać, mroczny chłopak, mroczny sekret i ich miłość wystawiona na próbę. Czasem pojawia się ktoś trzeci żeby dziewczyna miała trochę dylematu. Wszystko to samo tylko inne tło, inna sceneria, historia taka sama opowiedziana innymi słowami i z innymi dodatkami. Przewidywalne, banalne. W sumie różnica między tymi wszystkimi książkami polega na tym czy bohaterowie (oprócz tego, że mają inne imiona) są wkurzający, nudni, fajni, zachowujący się jak na swój wiek przystało i czy udają inteligentnych.
Książka "Piękni i martwi", jest ciekawa, czyta się szybko z zapartym tchem. Śledzimy losy bohaterów z wypiekami na twarzy. Język jest prosty w odbiorze, wręcz ciut ubogi w słownictwie. Napięcie jest, dość logicznie poprowadzona akcja. Dużym plusem jest to, że akcja nie dzieje się zbyt szybko w sensie, że nie dzieje się w kilka dni tylko po kolei rozwiązują zagadki. Jest mrocznie.
Niestety nie polubiłam głównej bohaterki. Jest irytująca, za dużo gada, zbyt ciekawska (chociaż to można jej wybaczyć mając na uwadze okoliczności w jakich się znalazła) no mądrością nie grzeszy i fochuje. Wydaje się być zbyt papierowa, nie okazuje uczuć, emocji. Ciężko się wczuć w jej sytuację, jest bo jest i tyle. I to chyba jest najgorsza postać, najgorszy element i największy minus tej książki. Natomiast bardzo polubiłam Dantego, Nathaniela, dyrektorkę szkoły i kilku innych bohaterów, bardzo barwne postacie, dobrze zarysowane, bardzo wiele wnoszą do fabuły i w sumie dla nich tę książkę czytałam, no i też po to żeby rozwikłać zagadkę, mimo że jest przewidywalne to jednak zakończenie jest udane.
Właśnie.. zakończenie, moim zdaniem jest idealne i na tym powinno się zakończyć tę historię. Zastanawiam się czy sięgać w ogóle po kolejny tom, bo pierwszy zakończył się w takim momencie i tak efektownie, że boję się popsuć sobie to niesamowite wrażenie. Z jednej strony ciekawi mnie jak potoczą się ich losy, a z drugiej może być gorzej.
No i okładka jest okropna. Brzydka, taki mały koszmarek... fuj!

Ogólnie książka fajna, przyjemna, ale szału nie ma i niczego nie urywa.

niedziela, 30 listopada 2014

Październik/listopad - podsumowanie...

Witam, w tych dwóch jesiennych miesiącach (październik i listopad) po raz pierwszy w życiu zrobiłam sobie taką akcję Halołinową tzn. że czytałam mroczne książki, niekoniecznie jakieś horrory z fruwającymi flakami, ale takie gdzie jest motyw cmentarza, duchów, śmierci, wampirów, magii itd. Zrobiłam sobie taką akcje, bo lubię jesień, bo klimat fajny, bo nigdy czegoś takiego nie robiłam dlatego, że nie lubię czytelniczych akcji, wyzwań itd. bo kojarzy mi się to z czytaniem przymusowym, masz czytać co Ci każe wyzwanie, masz sprostać zadaniom, bo inaczej będziesz.. no właśnie co? a jak np. w danym momencie nie mam ochoty w ogóle czytać? to nie nabiję np. 52 książek w ciągu roku albo np. nie poczytam tylko polskich autorów, bo np. mam ochotę na coś innego? dla mnie wyzwania są bez sensu, no ale cóż.. raz zrobiłam w tym roku i więcej nie zrobię, bo się źle z tym czułam mimo, że czytałam przecież książki, ze swojego, domowego stosu i takie, które mnie interesują. Do tej pory nie zwracałam uwagi co i kiedy czytam, ale tak jakoś pomyślałam, a czemu by nie? raz można. I oto efekty:

Przeczytałam łącznie 9 książek - 3 w październiku i 7 w listopadzie.

A oto tytuły:

1. Cyrk Nocy - Erin Morgenstern, (429 str.)
2. Mgły Avalonu - Marion Zimmer Bradley, (1350 str.)
3. Lucian - Isabel Abedi, (528 str.)
4. Retrum. Kiedy byliśmy martwi - Francesc Miralles, (358 str.)
5. Nawiedzone miasteczko Shadow Hills - Anastasia Hopcus,
(351 str.)
6. Pierwszy grób po prawej - Darynda Jones, (371 str.)
7. Światła pochylenie - Laura Whitcomb, (231 str.)
8. Miasteczko Salem - Stephen King, (414 str.)
9. Dracula - Bram Stoker, (562 str.)

Każda książka pochodzi z mojej biblioteczki. Jestem na odwyku bibliotecznym tak w ogóle (nie chodzę do biblioteki, czytam swoje), każda książka mi się spodobała, z każdej jestem dumna, przeżyłam dwa, wspaniałe miesiące w towarzystwie świetnych bohaterów i ich przygód. Bałam się, śmiałam, wkurzałam... było warto! Napisałam łącznie tylko 3 opinie.
Najlepsza książka w tych dwóch miesiącach to "Mgły Avalonu". Tak wygląda moje podsumowanie, nadchodzi grudzień - ostatni miesiąc w tym roku i oby był równie owocny. I więcej nie będę brała udziału w akcjach i wyzwaniach. Wolę czytać na spontanicznie :)

sobota, 29 listopada 2014

Jak wybieram książki...

Nie czytam opinii ani nie oglądam na tubie recenzji książek, które chcę przeczytać, po pierwsze dlatego, bo chcę uniknąć spoilerowania, dla mnie wspominanie cokolwiek o fabule jest spoilerem, chcę tego uniknąć, bo chcę sama odkryć to wszystko co zawiera treść. A po drugie dlatego, żeby sięgając po książkę nie kierować się czyimiś gustami, emocjami itd. a to też ma wpływa na odbiór książki. Czytam opinie dopiero po zakończeniu lektury żeby sprawdzić z ciekawości jak inni ocenili. Nooo chyba, że jakiejś książki nie przeczytam a ciekawi mnie opinia kogoś tam to wtedy się niczym nie przejmuję.
Nie czytam też opisu z tyłu książki, bo za dużo zdradzają, wręcz nie raz się zdarzało, że były to streszczenia fabuły.
Więc jak wybieram książki?
Rzadko się zdarza, że się zawodzę na swoich wyborach literatury. Jeśli autora znam i lubię to w zasadzie bez zastanowienia się sięgam po jego książki, bo to sprawdzony pisarz więc wiem czego mniej więcej mogę się spodziewać. Jeśli nie znam to przede wszystkim obracam się w ulubionych gatunkach. Zwracam uwagę na tytuł, jak jakiś mnie zainteresuje to sięgam po książkę, sprawdzam jaki gatunek, czy autor jest mi znany, jaka tematyka itd. A książkę wybieram na zasadzie, że biorę do ręki podziwiam wydanie (ale nigdy nie oceniam czy jest dobra bądź zła na podstawie okładki) jeśli jest ładne, bo przecież doceniam sztukę. Następnie patrzę z tyłu i na skrzydełka bądź obwolutę i czytam opinie (jeśli takowe są) kogoś, bo to są dwa zdania nie zdradzające fabuły, czytam ewentualnie notkę o autorze, potem otwieram na pierwszej stronie i czytam. Następnie otwieram gdzieś po środku i też czytam. Jeśli mnie wciągnęło, spodobał się styl, wymiana zdań bohaterów to wtedy chcę taką przeczytać. Jeśli nie mam dostępności do książki a chcę jakąś książkę zaznaczyć do "chcę przeczytać" czytam jakieś losowe cytaty.
Wiem czego szukam w książkach i jeśli to znajdę jestem zadowolona.

środa, 26 listopada 2014

Jak zdobywam książki...

Jak zdobywam książki?
Po pierwsze z promocji - lubię kiermasze w Biedronkach, Matrasie itd. ale nigdy nie biorę niczego na siłę tylko dlatego, że właśnie jest promocja. Jeśli nie ma tego co bym chciała przeczytać to wychodzę ze sklepu/księgarni z pustymi rękoma. Nie kupuję w Empiku.

Po drugie internet - Kupuję czasem przez internet, allegro tam mają czasami na prawdę świetne okazje i zaznaczam, że nie muszę mieć nieskazitelnej, pachnącej nowością książki. Ważne aby dało się czytać, a przez to że wybredna nie jestem dostaję to co chcę za bardzo niską kwotę, np. "Księżniczkę Pocahontas" zdobyłam jedynie za złotówkę. Czasem odkupuję coś od kogoś na lubimy czytać.

Po trzecie Finta - stamtąd mam najwięcej książek. Zdobywam punkty za przedmioty lub ewentualnie wpłacę jakąś kwotę żeby kupić punkty i dzięki temu zdobywam np. za 300 pkt (niecałe 30 zł) aż 5/6 książek. Zawsze czekam na promocję -50% dzięki temu dostaję zwrot połowy punktów i mogę nabyć tych książek więcej.

Po czwarte prezenty - tak, dużo moich książek to też prezenty z jakiejś okazji.

Po piąte biblioteka - czasem wypożyczam coś, no i pożyczam od kogoś, ale jednak wolę swoje.

Dwie książki w mojej bibliotece zdobyłam za pieniądze wygrane w totka :)

I niech nikt mi nie wmawia, że czytanie jest drogie. Jest dużo możliwości na zdobywanie książek, istnieją biblioteki, kiermasze, antykwariaty, promocje, internet, znajomi i rodzina. Pojawiły się i nadal pojawiają nowe technologie ułatwiające czytanie (e-booki, audiobooki itd.). xD
Także, brać się za czytanie by ta zdolność nie zanikła i trzeba dbać o umysł i strawę dla duszy.


poniedziałek, 17 listopada 2014

Mgły Avalonu - opinia...

Tytuł: Mgły Avalonu
Autor: Marion Zimmer Bradley
Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
Rok wydania: 2010
Okładka: Twarda
Ilość stron: 1350
Status: Moje

Moja ocena: 10/10


Któż z nas nie zna legend arturiańskich? Chyba nie ma takiej osoby, która nie znałaby Rycerzy Okrągłego Stołu, Króla Artura, Lancelota czy Pani Jeziora. Jest cała masa różnych wersji tych legend, ale każda z nich jest tak samo zachwycająca i wzbudzająca emocje. To po prostu przepiękna opowieść o waleczności, honorze, miłości, przyjaźni, pełna przygód i niebezpieczeństw.
Jestem miłośniczką legend i mitów, uwielbiam baśnie, bajki, mrożące krew w żyłach opowieści. I choć znałam opowieści o Arturze to jednak musiałam mieć w swojej biblioteczce "Mgły Avalonu" autorstwa pani Bradley. I tak też się stało, mój ukochany podarował mi je na moje imieniny w lipcu. Jednak z rozpoczęciem lektury zwlekałam specjalnie aż do października, ponieważ jesień to idealna pora na tego typu książki. Więc gdy nastał październik zasiadłam do czytania tej pasjonującej i długiej opowieści. I po prostu przepadłam na całe 3 tygodnie, ale jakże wspaniałe 3 tygodnie. Spędziłam bardzo przyjemny czas, wzbogaciłam swoją wiedzę o nowe fakty z czasów Króla Artura. Mimo, że bardzo dużo czasu poświęciłam na dworze w towarzystwie rycerzy i pięknych kobiet, to bardzo szybko ten czas minął, dobrze się bawiłam, złościłam, płakałam, śmiałam. Gdy nadszedł czas rozstania przeciągałam ile mogłam czytanie ostatnich kartek, czytałam coraz wolniej, po kilka razy czytając jedną stronę, bo było mi smutno rozstając się z tym światem.
Spędziłam jedne z najlepszych chwil w moim życiu i jak tak teraz wspominam sobie mam ochotę jeszcze raz zagłębić się w tę historię. I z pewnością to zrobię.

"Mgły Avalonu" to książka przedstawiająca, jak wiadomo, dzieje Artura i jego rycerzy, ale z punktu widzenia kobiet, głównie Morgan le Fay czy też Morgiany (jak kto woli). I przez to jest bardzo emocjonująca, mnóstwo szczegółów i opisów, które moim zdaniem wcale nie nudziły, widocznie autorka miała talent do przekazywania szczegółów w sposób wzbudzający ciekawość, z resztą nie wyobrażam sobie, aby taka historia byłaby pozbawiona szczegółów, moim zdaniem mogłaby być nawet dłuższa. Chyba nie da się napisać o Arturze mniej niż zrobiła to autorka nie wgłębiając się całkowicie w historię.

W książce jest cała masa odniesień religijnych, dyskusji o polityce i wierze, więc jeśli kogoś to nie interesuje to będzie się trochę męczyć przy tej książce, mnie to interesuje także czytałam z wielkim apetytem i zainteresowaniem. Nie było dla mnie ani jednego nudnego fragmentu, czytałam od deski do deski niczego nie pomijając, nawet podziękowań.
Uprzedzam, że pierwsze 100 stron może być nieco nużące, bo jest to taki jakby dłuższy wstęp, mało akcji, w zasadzie w całej książce jest mało akcji, ale początek to już w ogóle, także proszę się nie zniechęcać. Później będzie już coraz lepiej. Oczywiście, zaznaczam jeszcze raz, ktoś kto nie lubi długich opisów i filozoficznych myśli oraz kobiecych lamentów może się rozczarować. Mnie wciągnęło od pierwszych słów, bo mnie to interesowało, także mnie nic nie nudziło.
Książka jest o kobietach, o ich sile, mądrości, wierze i uczuciach, jak sobie radziły w tych trudnych czasach. O sile miłości, honorze, lojalności i przyjaźni. Również o kształtowaniu swojego losu, rzeczywistości i przyszłości. Pełna magii i piękna. Uświadamia nas, że nasze wybory mają ogromny wpływ na naszą przyszłość (co jest oczywiste) i to od nas zależy którą drogą się udamy.

To tyle, więcej zdradzać nie będę, bo trzeba samemu odkrywać z każdą stroną wszystkie skarby jakie zawiera ta grubaśna książka.
Sięgając po nią udałam się we wspaniałą podróż i bawiłam się w odkrywcę, każdemu kto sięgnie po tę opowieść życzę równie emocjonujących przygód.

Uwielbiam ją, kocham, ubóstwiam, moja najukochańsza książka, to moja Biblia, Święta Księga. Jest po prostu genialna, jedna z najlepszych jakie w życiu przeczytałam. Polecam, nie wypada jej nie znać.

czwartek, 6 listopada 2014

Shadow Hills - opinia...

Tytuł: Nawiedzone miasteczko Shadow Hills
Autor: Anastasia Hopcus
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 352
Status: Moje

Moja ocena: 7/10


Książka opowiada o dziewczynie, którą nawiedzają sny, trafia do miasteczka Shadow Hills i wplątuje się w dziwne sprawy mieszkańców, zostaje uwikłana w tajemnicę i musi rozwiązać zagadkę tajemniczego znaku. To tak w skrócie.

Oczywiście to kolejny paranormal, młodzieżówka, jest szkoła, miłość i dużo pocałunków. Jednak książka jest dość oryginalna jeśli chodzi o sam pomysł na książkę, jest wyjątkowa, fabuła świetna, świetnie i lekko się czyta, napięcie jest, emocje są, wciąga i nie można się oderwać, ale.. dla mnie tych wątków jest za dużo jak na tak cienką książkę. Tak jakby autorka nie bardzo wiedziała na czym się skupić, miała całą masę pomysłów na książkę i w trakcie pisania zmieniała zdanie o czym ma opowiadać.
Sądząc po imieniu głównej bohaterki i jej zmarłej siostry oczekuje się, że mogą być wplecione wątki mitologiczne i owszem są, ale mało i to w sumie dość rozczarowujące. Zastanawiam się jak mitologia ma się do tej całej tajemnicy jaką skrywa miasteczko, które wbrew pozorom nie jest nawiedzone w taki sposób w jaki sugeruje tytuł. W ogóle kto wpadł na pomysł, żeby dodać "Nawiedzone"? samo "Miasteczko Shadow Hills" by wystarczyło i jest bardziej tajemnicze niż z dodatkiem nawiedzenia, dodam, że w oryginale jest po prostu "Shadow Hills". Niektóre wątki mają tyle do siebie co piernik do wiatraka, mało wiarygodne połączenia, niektóre postacie zostały wtrącone chyba na siłę (jak np. najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki, o której nic nie wiemy, jest tylko wspominana nie wiadomo po co), na to wszystko co się działo w miasteczku główna bohaterka potrzebuje zaledwie kilku dni, a super inteligentni mieszkańcy męczą się przez pokolenia i co, przychodzi superbohaterka, nastolatka, dziewczyna, która nie do końca jest rozgarnięta, ledwo poznaje otoczenie i już rozwiązuje zagadkę, bo dostaje nagłego olśnienia, ocenia ludzi ledwo ich znając? tak szybko? nawet w kryminałach czy horrorach akcja się znacznie dłużej ciągnie. Oczekiwałam czegoś więcej po tych jej snach, które są opisane, moim zdaniem, rewelacyjnie rodem z thrillera, że aż ciarki po ciele przechodzą. Mamy tu akcje, mamy miłość, mamy nutkę horroru, paranormalności, kryminał nawet jest i wplątała się mitologia, która po skończeniu książki, wydaje mi się niepotrzebna i nie za bardzo mi to tu pasuje. Dużo wątków nie zostało wyjaśnionych i mam nadzieję, że w kolejnych tomach wszystko się bardziej rozjaśni i znajdziemy jakieś logiczne wytłumaczenie tych poplątanych ze sobą wątków.
Zabrakło co najmniej 100 stron żeby to wszystko ładnie połączyć, bo w książce panuje trochę chaos. Za dużo na siłę wciśnięte.
Autorka mogła dwie a nawet trzy osobne książki napisać i w jednej skupić się na mitologii, w drugiej na czymś innym itd. albo na prawdę zrobić znacznie grubszą książkę i jakoś logicznie to wszystko ze sobą połączyć, żeby człowiek nie szukał odpowiedzi na pytania typu "no dobra, ale co z tym? co to ma do rzeczy?" Niby jest tam jakieś wyjaśnienie co niektórych wątków, ale jest ich mało i to wygląda jak szukanie igły w stogu siana, nie ma odpowiedzi na pytania, które zostają w głowie po skończeniu książki. I z tego właśnie powodu książka nie ma u mnie maksymalnej liczby punktów.

Książka mi się podobała, jest porywająca, rewelacyjna, ale krótka, jest oryginalna, wszyscy bohaterowie wzbudzili we mnie sympatię. Nie wyobrażam sobie, żeby nie powstały dalsze tomy i mam nadzieję, że w Polsce wyjdą, bo chciałabym wiedzieć jak autorka z tego wszystkiego wybrnie.

czwartek, 30 października 2014

Kaufland i cukierki!

Witam serdecznie!

Właśnie wróciłam z zakupów z zacnego i zajebistego sklepu Kaufland w bardzo złym humorze, ponieważ nie dostałam swoich cukierków na które miałam ochotę i mi smutno ;(
Udałam się tam z mamą w celu dokonania potrzebnych zakupów i obie nabrałyśmy ochotę na coś słodkiego. Poszłyśmy do tego durnego stoiska z makaronami i cukierkami na wagę. Matka wybrała swoje ulubione i ja swoje (koniecznie liryki z Wedla, a tylko w ten sposób mogłam je zdobyć, kupując na wagę) i co się okazało... nakładamy cukierki, idziemy do tej durnej wagi iii.. jakieś cyfry na ekranie żeby wpisać kod. ok, spoko, idę do stoiska w celu odnalezienia kodów na cukierki.. i kurwa, nie ma nigdzie kodów do cholery jasnej! dużo ludzi było przy tym stoisku i nie tylko ja miałam z tym problem. Na wielkich tablicach nad cukierkami były tylko nazwy i cena, na tych mniejszych karteczkach był kod kreskowy, cena, nazwa, ale cholernego kodu nie było.
Trudno, poszłyśmy do kasy z nadzieją, że tam albo nam z ważą albo przynajmniej pomogą.. a tu co? kasjerka, mimo, że sympatyczna, to jednak zamiast pomóc klientowi dokonać zakupu cukierków, to nas pouczała jak tam się przy tym stoiku się obsłużyć, no to kurwa już wiedziałyśmy przecież, tłumaczę jej grzecznie, że nie ma kodów więc skąd mam jej wziąć? z tyłka mam wytrzasnąć? Jeszcze mówi, że te i te cukierki trzeba oddzielnie ważyć(kit, że ta sama cena i ta sama firma, w Biedronce można mieszać) i co? jak mam ochotę na kilka różnych cukierków z tej samej firmy to mam do każdego smaku osobny woreczek brać? a na cholerę mi tyle woreczków?
No to oddałyśmy cukierki i powiedziałam matce wkurzona (przy tej kasjerce), że kupimy w cukierki w Biedronce, bo we wszystkich innych cywilizowanych sklepach (Tesco, Biedronka, Polo, Dino itd.) ważą przy kasie.
Ale kuźwa co to za logika w ogóle.. ona tłumaczy, że tam gdzieś są kody, nawet sama nie potrafi wyjaśnić gdzie dokładnie (oto skutki tego, że pracodawcy patrzą na wygląd a nie na inteligencje pracownika, bo przecież musi się przy kasie prezentować) i co kuźwa? mam łazić po sklepie i szukać kodu na durne parę sztuk cukierków? na większych tablicach nie ma, na małych ledwo widoczne, trzeba się schylać, dopatrywać tych mikroskopijnych cyfr, jak ktoś niedowidzi to ma problem, a mam dobry wzrok i się nie mogłam dopatrzyć. I w dodatku słabe oświetlenie, chyba najciemniejsze miejsce w całym sklepie i słabo widać te plakietki z cenami.
Kiedyś kuźwa było to stoisko gdzie obsługiwały dwie panie, nakładały i ważyły jak trzeba, ale nie.. szanowne Państwo musiało usunąć to stoisko, żeby ludziska się sami męczyli. Przy owocach przynajmniej są zdjęcia i nazwy owoców i warzyw wyświetlające się z monitora wagi, ale nie.. tego samego nie można było zrobić przy cukierkach, bo po co? albo chociaż jakąś listę kodów obok wagi albo zaczepiona, żeby tak nie latać co chwila sprawdzać kod, ale nie bo po co? a niech się ludzie potrudzą!
Pól biedy jak ktoś bierze trochę i to jeden rodzaj, ale jak ktoś chce po trochu wszystkiego to co? ma tak latać co chwila sprawdzać kod na poszczególne rodzaje czy może zapisać sobie na ręce czy karteczce (jeśli takową ma przy sobie) i iść zważyć? kpina totalna!
Nie wiem czy we wszystkich Kauflandach tak jest czy tylko u mnie w mieście (z resztą nie zdziwiłabym się jakby się okazało, że tylko u mnie w mieście tak jest)
Zostawiłyśmy cukierki i poszłyśmy do Biedronki po inne cukierki i kuźwa a tak miałam ochotę na Liryki z Wedla!!!
Ale przynajmniej Biedronka dziś więcej zarobiła!
Jak mawiała babcia "A niech ich dunder ściśnie"!

wtorek, 28 października 2014

Lucian - Opinia...


"Co by było, gdybyśmy nie przychodzili na świat sami? - szepnęłam. - Co by było, gdyby z każdym człowiekiem rodził się anioł, towarzyszący mu od chwili narodzin aż do śmierci?"

Właśnie.. co by było gdyby? Zawsze kiedy czytam tego typu książki gdzie jest mowa o kimś kto przy nas zawsze jest, towarzyszy nam i zna nas lepiej niż my sami siebie, to zawsze niemal odczuwam obecność kogoś obok mnie. Może faktycznie ktoś niewidzialny nas chroni, czuwa, a może i nie.. tego się raczej nie dowiemy.

Nie będę zdradzała nic z fabuły, bo cokolwiek napiszę byłby to spoiler, a tego chcę uniknąć. Choć po okładce można się domyślić o co chodzi, bo jest dość wyraźne przesłanie. I jak zawsze nie czytałam przed lekturą opisu ani opinii. Zrobiłam to po przeczytaniu.
Książka jest rewelacyjna, wspaniała, cudowna, melancholijna, piękna, smutna, zaskakująca, niesamowicie wciąga mimo, że początek nie jest zbyt obiecujący, to potem się rozkręca. Czytałam z zapartym tchem, ciężko mi było się oderwać, kładąc się spać (bo nie czytam nocami) nie mogłam doczekać się poranka żeby dalej czytać. Ciągle miałam myśli "co dalej, co dalej..?"
Zakończenie książki zaskakujące, ta książka jest jednocześnie niesamowicie smutna, ale i radosna. Serce mi waliło, nie raz wstrzymywałam oddech, napięcie rosło. Fabuła świetna, śmiem rzec nawet, że dość oryginalna. Ma piękne przesłanie.
Książka nie jest bezmyślnie słodka, nie jest o niczym, a wręcz pokazuje prawdziwą miłość, co powinno się cenić w życiu, że życie ucieka, uświadamia nas, że każdy umiera, nikt nie wie ile mu czasu zostało i trzeba doceniać to co się ma, "Są w życiu rzeczy, o które trzeba walczyć, ponieważ czas, jaki na nie zostaje, niekiedy jest krótszy, niż sądzimy."
Cała książka jest wzruszająca, aż w końcu napięcie puściło i przy ostatnich kilku stronach po prostu zaczęłam ryczeć.
Jeśli historia napisana takie uczucia we mnie wywoła to jest to dla mnie udana przygoda i cieszę się, że ją przeczytałam.

Tytuł: Lucian
Autor: Isabel Abedi
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 528
Status: Moje

Moja ocena: 9/10


środa, 15 października 2014

Grzechy księżniczki...

Witam :)
W tym poście postanowiłam wyznać swoje czytelnicze grzechy przed Wami i swoimi poddanymi. A więc prawda o mych książkowych zwyczajach wyjdzie na jaw i ujrzy światło rażące po oczach. Ok, zaczynam:

1. Lubię czytać z wannie
2. Czytam na porcelanowym tronie w trakcie dłuższych posiedzeń, no bo jest nudno.
3. Moja ulubiona książka z dzieciństwa to "Tajemniczy ogród".
4. Najbardziej lubię czytać w swoim pokoju, na swoim fotelu
5. Nie wącham książek
6. Czytam tylko książki papierowe
7. Nie pożyczam książek palaczom
8. Obrzydza mnie ślinienie palców żeby przewrócić stronę
9. Używam zakładek
10. Zaznaczam w swoich książkach ciekawe fragmenty delikatnie ołówkiem lub kawałeczkami kartek
11. Nie czytam poza domem
12. Nie lubię czytać w miejscach publicznych
13. Czasami lubię czytać przy muzyce
14. Potrafię czytać całymi dniami jeśli mam taką możliwość
15. Gdy książka mnie wciąga ciężko mnie od niej oderwać
16. Potrafię paplać godzinami o książkach
17. Lubię podziwiać okładki i wydania książek, doceniam sztukę, a niektóre wydania są właśnie małymi arcydziełami
18. Nie oceniam książki po okładce
19. Dla mnie nie ma znaczenia czy książka jest nowa czy używana i czy jest zniszczona czy nie, liczy się treść.
20. Nie lubię czytać na leżąco
21. Nie czytam nigdy książek na siłę, jeśli jakaś mnie męczy to odkładam.
22. Zazwyczaj nie jem czytając, ale czasem się zdarza, że zajadam jakieś ciasteczka czy czekoladę.
23. Ale lubię mieć pod ręką coś do picia
24. Zanim zasiądę do czytania myję ręce
25. Uwielbiam promocje, najczęściej zdobywam książki właśnie na promocjach lub na fincie za punkty
26. Nie czytam opisów ani opinii przed przeczytaniem, żeby uniknąć spoilerowania
27. Tym na co zwracam uwagę przy wyborze książki to tytuł
28. I otwieram książkę na chybił trafił i czytam fragment, żeby wiedzieć czy mi się spodoba
29. Nie znoszę zaginania rogów kartek ani łamania grzbietów
30. Lubię wracać do już przeczytanych książek
31. Zawsze wypożyczam z biblioteki więcej niż jedną książkę i pilnuję terminu oddania, nie przetrzymuję ich
32. Zaznaczam na "chcę przeczytać" tylko takie książki, które na pewno przeczytam
33. Polegam głównie na swoim guście i moim dwóm zaufanym osobom
34. Mam obrany system czytania, którego nikt nie jest w stanie zrozumieć
35. Nie lubię e-booków ani audiobooków, uwielbiam trzymać książkę w rękach i czuć jej ciężar
36. Czytam jedną książkę na raz żeby w pełni delektować się daną historią, nie lubię sobie mieszać
37. Nie czytam na wyścigi ani żeby nabijać liczniki, nie zależy mi na szybkim czytaniu
38. Gdy skończę jedną książkę sięgam zaraz po następną
39. Nie przeszkadzają mi wydania kieszonkowe
40. Nie zwracam uwagi czy jakaś książka jest popularna czy nie czy jest bestsellerem czy nie, czytam to na co mam po prostu ochotę, nie zwracam uwagi na modę.
41. Po prostu lubię czytać

Noo to tyle, trochę tych punktów się uzbierało, ale cóż...

czwartek, 9 października 2014

Nowy Stosik...

Witam!
Oto zaprezentuję Wam nowy stosik w ilości 3 książek, które przybyły do kolekcji naszej domowej biblioteczki, a zakupił je mój kochany.


1. "Droga królów" - Brandon Sanderson
2. "Ogrody Księżyca" cykl "Malazańska Księga Poległych" (tom 1) - Steven Erikson
3. "W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka" cykl "Burton i Swinburne" (tom 1) - Mark Hodder

a więc tak się prezentuje stosik, nowiuśkie, ładne wydania, dość grube książki, więc czytania będzie dużo :)

wtorek, 7 października 2014

Artyści, których słucham...

Witam!
Dzisiaj post o czymś innym, a mianowicie o artystach, bo oprócz książek i swojego faceta kocham również muzykę i cenię ją sobie równie mocno.
Jeśli ktoś jest ciekawy kogo konkretnie słucham, to podaję w tym poście listę wykonawców, których wielbię.

Kolejność przypadkowa:

1. Nightwish - słucham ich od dziecka, odkąd zaczęli karierę. I nie przeszkadza mi zmiana wokalistek, bo cały czas są genialni.
2. Tarja Turunen - moja bogini, marzę o spotkaniu z nią
3. Within Temptation - kiedyś robili lepszą muzykę niż teraz, ale nadal ich słucham, mimo że teraz bardziej komercją zalatuje, ale nadal są świetni.
4. Van Canto
5. Epica
6. 30 Seconds to Mars
7. Linkin Park - wolę ich starszą muzykę, ale nie są teraz źli.
8. The Rasmus
9. Apocalyptica
10. Orange Range
11. X-Japan
12. The Kelly Family
13. Two Steps From Hell
14. Gabriel Fleszar
15. Lacrimosa
16. Michael Jackson - też słucham odkąd pamiętam, mój starszy brat był wielkim fanem więc na mnie też przeszło
17. Moi Dix Moi
18. Rhapsody of Fire
19. Alice Nine
20. Evanescence
21. Panic! at The Disco
22. Lacuna Coil
23. Shinedown
24. Artrosis
25. Closterkeller
26. Steve Conte
27. Spyair
28. Xandria
29. Blind Guardian
30. Blackmore's Night
31. Alexander Rybak
32. Fairyland
33. L'ame immortelle
34. Lunatica
35. Stratovarius
36. Trobar de Morte
37. Elysion
38. Backstreet Boys - owszem lubię ich i nie wstydzę się tego
39. Aerosmith
40. Guns n roses
41. Bryan Adams
42. Lordi
43. Good charlotte
44. My chemical romance
45. Queen
46. Serj Tankian
47. System of a down
48. Simple Plan
49. Tenacious D
50. Bon Jovi
51. Green Day
52. Papa Roach
53. No Doubt
54. Oomph!
55. Scorpions
56. Secret Garden
57. Gregorian
58. Poets of the Fall
59. Flow
60. Yoshida Brothers
61. Muzyka z League of Legend's
62. Sea shanties - szczególnie z gry Assassin's Creed, a to przez mojego faceta.
63. Avril Lavigne
64. Theatre of Tragedy
65. Leave's Eyes
66. Limp Bizkit
67. In Flames
68. Crazy Town
69. Bryan Adams
70. Hoobastank
71. Sad Alice Said
72. Him
73. After Forever
74. Tatu
75. Sinamore
76. AFI


Uwielbiam też muzykę z filmów, seriali, bajek, anime, utwory z lat 90-tych, 80-tych i wcześniejsze. To moje dzieciństwo. I mam słabość do starszych utworów. m.in. Culture Club, Cher, Modern Talking, Savage Garden, Europe, Roxette. Coolio itd.




wtorek, 30 września 2014

Podsumowanie września...

Witam na podsumowaniu września!

Ten miesiąc był równie owocny jak poprzedni, a może nawet jeszcze lepszy, ponieważ udało mi się nie tylko przeczytać kilka książek, ale również napisać kilka opinii. Odniosłam również sukces na polu bibliotecznym, tzn. nie wypożyczyłam w tym miesiącu żadnej książki dla siebie i czytałam tylko i wyłącznie swoje, więc stosik się powoli kurczy.
W tym miesiącu przeczytałam 7 książek, czyli tak jak w poprzednim. A oto tytuły:

1. "Oddech nocy" - Lesley Livingston
2. "Idealna Chemia" - Simone Elkeles
3. "Magiczny pech" - Meg Cabot
4. "Gra o tron" - George R.R. Martin
5. "Przed kim uciekamy, mamo?" - Perihan Magden
6. "Klasztor" - Panos Karnezis
7. "Bezduszna" - Gail Carriger


Ogólnie jestem zadowolona z wyborów, jedne były strzałem w dychę inne ciut mniej, ale żadna nie okazała się, dla mnie, tragiczna.
Ciekawe co przyniesie październik, zbliża się halołin, no i listopad i w ogóle okres taki, jesienny, klimatyczny w sam raz na mroczne książki, więc na pewno sięgnę po jakieś z duchami, wampirami itd.

poniedziałek, 29 września 2014

Gra o tron - opinia..

Zabrałam się ostatnio, za namową mojego ukochanego, za "Grę o tron" i... eeee.. hmm.. cóż.. Tyle zachwytów, tyle ohów i ahów jaka ta książka przewspaniała, cudowna i w ogóle fajniusia, że łojejciu jej.
Rozczarowanie totalne, niestety nie należę do licznego grona wielbicieli tejże książki. Także swoją, niezbyt pochlebną opinią, mogę się narazić fanom.
Ale cóż..
Powiem tak, książka tragiczna nie jest, ambitna jest, ale mnie nie do końca chwyciło za serce. Wiele rzeczy mi przeszkadzało, przez co nie mogłam się w pełni delektować lekturą. Były fragmenty gdzie mnie porwało i czytałam z wypiekami na twarzy, jednak niestety więcej było takich które mnie nudziły niemiłosiernie, wręcz zasypiałam. I nie jestem usatysfakcjonowana.
Nudne opisy zbroi, za dużo bohaterów i opisów jak wyglądają, właściwie co stronę jest mowa o jedzeniu - ciągle ktoś głodny, ciągle ktoś rozmawia o tym co by zjadł, albo co jadł kiedyś tam, opisy uczty i ze szczegółami co leży na stole, myśli bohatera co ma sobie nałożyć na talerz i w jaki sposób konsumuje. Mało porywające. Więcej jest mowy o żarciu niż o walkach.
Powtórzenia, wszędzie powtórzenia. Wspominanie po kilka razy co ktoś lubi a czego nie, tak jakby czytelnik mógł zapomnieć.
Podobało mi się natomiast kreowanie postaci, bardzo wyraziste, różnorodność, można się zżyć z kimś lub życzyć komuś żeby zdechł.
Wielkim plusem jest to, że jak już są walki to są one przedstawione w naprawdę interesujący sposób, brutalność, dla mnie to bardzo duży plus. Zwłaszcza, że ta brutalność nie jest jakaś taka na siłę wymyślana tylko jest jej tyle ile powinno być, nie jest przesadzone. Trzeba przyznać, że wyobraźnię autor ma niezłą, ogromną i chylę czoła za stworzony świat. Oryginalność, nieprzewidywalność, zaskakujące zwroty akcji. Dialogi świetne - mocny atut.
Jednak język mnie męczył, możliwe, że to wina tłumaczenia, ale nie miałam innego dostępnego, w każdym razie męczył mnie język, wynudziłam się, niektóre wątki na prawdę były jakby na siłę przeciągane. Jest ta książka po prostu za długa, zajęła mi bardzo dużo czasu i ze wstrętem patrzyłam jak leży na półce. Z bólem serca brałam do ręki żeby dokończyć. Męczyłam się niemiłosiernie. I mam dosyć jak na razie twórczości tego autora. Nie sięgnę po dalsze tomy, przynajmniej przez bardzo długi czas, bo boję się, że odechce mi się czytać jakiekolwiek inne książki, co niestety w trakcie czytania "Gry o tron" byłam bliska załamania.
To tyle, krótka opinia, bo wierzcie mi, na samo wspomnienie o tej książce robi mi się po prostu... przykro.
Polecam wytrwałym czytelnikom.

Tytuł: Gra o tron
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
Status: Moje
Moja ocena: 6.5/10

poniedziałek, 22 września 2014

10 książek, które są dla mnie ważne...

Wielu robi ten łańcuszek podając swoje topten książek, które są w jakiś sposób dla nich ważne, więc ja też takową listę zrobiłam. Nie było to łatwe zadanie, bo każda książka jaką czytam jest dla mnie wyjątkowa. Ciężko ograniczyć się tylko do 10 pozycji, zwłaszcza, że tych książek przybywa i za rok mogą tytuły się zmienić.
Ale cóż.. oto moja lista, kolejność przypadkowa:

1. Saga o Ludziach lodu - Margit Sandemo
2. Mgły Avalonu - Marion Zimmer Bradley
3. Joyland - Stephen King
4. Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett
5. Ostatnia królowa - Christopher W. Gortner
6. Czekolada - Joanne Harris
7. Pachnidło - Patrick Süskind
8. Wywiad z wampirem - Anne Rice
9. Harry Potter - J.K. Rowling
10. Dzieje Tristana i Izoldy

Tych Książek ważnych dla mnie jest więcej, ale że trzeba się ograniczyć do 10 to proszę. Podane na szybko bez zastanawiania się.
Nie będę podawała przyczyny, większość z tych książek zostały zopiniowane przeze mnie na LC bądź tutaj na blogu, tam możecie szukać odpowiedzi "Dlaczego?"
I nie wstydzę się tego co czytam.


środa, 17 września 2014

Przed kim uciekamy, Mamo?

Głównym narratorem powieści jest 14 -letnia dziewczynka, której imię jest nie znane, a jej matka nazywa ją pieszczotliwie Bambi, ponieważ ich Biblią jest właśnie książka o jelonku Bambi. W pewnym sensie ta książka, to jakby inna wersja właśnie tej bajki dla dzieci, jest wiele odniesień, dużo cytatów i komentarzy, niewątpliwie autorka inspirowała się Bambim przy pisaniu tej powieści.

Książka opowiada o toksycznej miłości matki do córki i o ślepym zapatrzeniu córki w matkę. Matka traktuje swoją córkę jak 5-letne dziecko i ubiera ją jak małą dziewczynkę, dziewczynka wzbudza ogromne zainteresowanie nie tylko przez ubiór, ale również przez swoją wyjątkową urodę. Obie panie zachowują się bardzo dziwnie i podejrzanie, co podkreślają to inne napotkane przez nie osoby, które również wtrącają do fabuły swoje trzy grosze.

Obie panie ciągle przed czymś lub kimś uciekają, córka do końca nie rozumie o co chodzi, ale nie wolno jej zadawać pytań, bo to denerwuje matkę, matka natomiast ucieka przed swoją przeszłością, pragnie chronić swoją córkę i chce dla niej szczęścia, ale niestety jej miłość nie jest normalna. Matka jest wręcz chora psychicznie niby chce dla dziecka jak najlepiej i je kocha, co z resztą chyba wątpliwości nie budzi, ale jednocześnie się nad nią znęca psychicznie. Córka zapatrzona w matkę, uważa ją za swoją mentorkę, ślepo jej ufa i wierzy we wszystko i robi wszystko co matka jej każe. Nie wolno się jej sprzeciwiać. Widać, że też swoją matkę kocha i zrobiłaby dla niej wszystko, z resztą w którymś momencie fabuły wręcz się do nie upodabnia, w końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni. Matka popada w obsesję, w obłęd, dzięki czemu po pewnym czasie traci kontrole nad tym co robi, zaczyna się gubić. Wszędzie widzi prześladowców, zagrożenie, jest nieufna, każdego traktuje jak wroga, w każdym widzi "złe dusze", które chcą zabrać jej córkę, zrobić im krzywdę itd. Ta kobieta jest chora, nigdy nie chciałabym takiej osoby spotkać na swojej drodze. A to jak ta dziewczynka się zachowuje i jak się wypowiada jest po prostu przykre. Obłęd przechodzi również na nią, ale w mniejszym stopniu.

Mieszkają w hotelach, urządzają pokoje po swojemu kupując nowe rzeczy, ale żadnej nie wolno im zabierać. Gdy przychodzi czas uciekania, po prostu uciekają zostawiając za sobą wszystko co kupiły. Zmieniają kraje, miasta, hotele. Piszą o nich w gazetach.
Nie mają domu. Książka jest chora, psychologiczna i.. po prostu tak samo toksyczna jak ta matka.

Czy mi się książka podobała? cóż, tak. W pewnym sensie historia opowiedziana w tej książce jest piękna, budzi się w czytelniku współczucie do głównych bohaterek, pobudza emocje od złości po żal, mieszanka wybuchowa, ale pozytywnych emocji raczej nie wzbudza. Jest mądrze napisana, uświadamia nas, że istnieją różne obsesje, choroby psychiczne i nienormalni ludzie, którzy żyją pośród nas i często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Aż strach pomyśleć, że po świecie mogą chodzić takie toksyczne świry. Do tej pory nad tym się raczej nie zastanawiałam, dopiero po lekturze uświadomiłam sobie pewne rzeczy. Jest mi przykro z powodu tego co przeczytałam, jest wstrząsająca, jest ona smutna i trochę żałuję, że przeczytałam, bo w trakcie lektury jak i po czułam jakby jakaś cząstka mojej radości umknęła gdzieś i zniknęła. Z pewnością nie jest to lektura dla wrażliwych. Zmusza do refleksji.

Jednak nie do końca ją polecam, ponieważ jest dość męcząca, pomimo, że czyta się szybko, bo nie ma trudnego języka, to jednak jest napisana w ten sposób, że nie jest wyjaśnione wszystko do końca i pewne rzeczy trzeba doczytać między wierszami, żeby ją w pełni zrozumieć, trzeba wiele domyślać się samemu. To nie jest książka dla każdego, także jeśli ktoś oczekuje jakiejś rozrywki to może się zawieźć, bo to nie tego typu literatura. Także, jeśli ktoś zdecyduje się sięgnąć robi to na własną odpowiedzialność, bo nie gwarantuję dobrej zabawy, co najwyżej popadnięcie w melancholię, depresję czy ogólnie zmuszenie do refleksji na temat życia.

Tytuł: Przed kim uciekamy, Mamo?
Autorka: Perihan Magden
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Status: Moje

Moja ocena: 5.5/10

sobota, 13 września 2014

Silna Wola Mola Książkowego...

Hej :)
W dzisiejszym poście opowiem Wam o swojej silnej woli jaką ostatnio mam w związku z książkami.

Jak na rasowego mola książkowego przystało czytam, czytam i czytam a stosik i tak się powiększa. I po mimo, że mam w domu nagromadzonych kilkanaście a nawet kilkadziesiąt tytułów, które czekają cierpliwie w kolejce do przeczytania i tak chodziłam do biblioteki żeby coś wypożyczyć i każda moja wizyta w celu oddania książek kończyła się wypożyczeniem kolejnych kilku pozycji mimo iż po wyjściu z domu przez całą drogę wmawiałam sobie, że tym razem nic nie wypożyczam.. i na gadaniu się kończyło, bo w praktyce było z tym zupełnie inaczej. A potem wracałam do domu i rozpaczałam, że "tyle książek mam do przeczytania, kiedy ja to zdążę ogarnąć?" tak samo z promocjami. Nie czytam swoich tylko biblioteczne to przy okazji sobie jeszcze coś dokupię lub zdobędę poprzez fintę. Ech te promocje, ech te książki...

Pewnego dnia poszłam do biblioteki ze stosikiem książek pod pachą, żeby je oddać. Położyłam na blacie i wypożyczyłam tylko jeden z tomów o Harrym Potterze, żeby nadrobić zaległości. To już połowa sukcesu, po przeczytaniu jednego tomu wypożyczyłam kolejny i też ograniczyłam się tylko do jednej książki, tzn wypożyczyłam jeszcze jedną książkę dla teściowej, ale to się nie liczy, zwłaszcza, że to była jedna z tych które już jakiś czas temu przeczytałam. Czyli aż tak źle ze mną nie jest, zwłaszcza, że w między czasie czytałam swoje pozycje. Ale to jeszcze nic... teraz będzie najlepsze..

Jakiś czas później znowu udałam się do biblioteki oddać książki i tym razem przysięgłam, że nic, absolutnie nic, nie wypożyczę, nawet kolejnego tomu o Potterze, trzeba przerwę zrobić i skupić się tylko i wyłącznie na swoich książkach. I co się okazało? weszłam do biblioteki, położyłam książki na biurku przed bibliotekarką i... nie podnosząc wzroku na półki, które mnie zewsząd otaczały, wyszłam pospiesznie z budynku. Bez książki! nic nie wypożyczyłam i powstrzymałam się przed rozglądaniem się, żeby czasem mnie nie podkusiło na przeglądanie tytułów, bo skończyłoby się to inaczej niż zamierzałam. Uff, dumna z siebie udałam się do domu. Myśl o swoich książkach i skurczeniu stosiku domowego okazała się silniejsza.. i tak, czytam teraz swoje książki. To mój pierwszy raz, kiedy wyszłam z pustymi rękoma z biblioteki odkąd tam chodzę i czuję się z tym dziwnie, ale świetnie.

Teraz nie dawno, jakiś tydzień temu (czyli 6 września 2014 roku) udałam się ponownie do biblioteki na prośbę mojej teściowej. Mówię sobie kurczę, będę musiała, chcąc nie chcąc, przeglądać półki w poszukiwaniu odpowiednich tytułów. Miałam w ręku trzy książki dla niej. Przez myśl przeszła mi ochota wypożyczenia czegoś dla siebie i oczywiście zaczęłam przeglądać półki w poszukiwaniu odpowiedniej książki. Jak na złość znalazłam wiele tytułów z mojej listy "chcę przeczytać" i wzięłam jedną z nich do ręki, będąc pod wrażeniem, że mają te tytuły, pomyślałam sobie "a czemu nie, jedna nie zaszkodzi", ale jak to ja nie umiem wyjść z jedną, zwłaszcza, że znalazłam wiele z mojej listy, musiałabym wypożyczyć wszystkie z nich żebym była zadowolona, bo wybrać z pośród nich jedną... to zbyt trudne, jednak gdy tak trzymałam tę jedną w ręku naszła mnie myśl, a może jakiś dobry duch czy anioł podsunął mi ją lub wyszeptał do ucha "etam, po co Ci to? masz ciekawsze tytuły do przeczytania, a tę sobie kiedyś kupisz" i odłożyłam ja na miejsce, nie zastanawiając się długo, bo jeszcze naszłyby mnie wątpliwości, które by mi do ucha szeptał Molowy Szatan. Udałam się szybko do Pani Bibliotekarki, podziękowałam uprzejmie i wyszłam. Teściowa zadowolona (chyba) z książek, a ja zadowolona, że znowu moja Silna Wola okazała się na serio Silniejsza.

Teraz mam w planach wypożyczenie kolejnej części przygód o Potterze, ale dopiero wtedy kiedy będę musiała iść oddać tamte trzy książki. I wypożyczę tylko tę jedną.. no chyba, że teściowa będzie coś chciała. A do tego czasu czytam swoje! Tak, SWOJE! :)
Gdyby nie chęć nadrobienia zaległości z Harrego Pottera, w ogóle nic bym nie wypożyczała, a chcę mieć go jak najszybciej z głowy.
Ale wiem jedno.. czuję, że powoli oddalam się od biblioteki, uczucie czytania swoich książek jest o wiele fajniejsze niż czytanie książek z biblioteki. Zwłaszcza, że w rozpacz popadam kiedy spodoba mi się wypożyczona książka i uświadamiam sobie, że nie jest ona moja i nie będę mogła do niej tak szybko powrócić. Ech.. problemy mola książkowego, świat byłby piękniejszy jakby wszyscy mieli takie błahe kłopoty na głowach... a może nie?

Dziękuję za uwagę! :)

niedziela, 7 września 2014

Idealna Chemia - opinia...

Zderzenie dwóch różnych światów
Dwoje bohaterów, z pozorów, różniących się jak ogień i woda,
Dwoje bohaterów tak różnych a jednak podobnych,
"Idealna" bohaterka i "nieidealny" bohater, a może odwrotnie?
I skrywane tajemnice
„Świat jest taki, jakim go stworzysz.”

Z okładki: "Współczesna wersja Romea i Julii, Niegrzeczny chłopiec i grzeczna dziewczyna, czyli idealna chemia w dramatycznej i zmysłowej powieści, która wzruszyła i zachwyciła setki tysięcy dziewczyn. Dzieli ich wszystko – domy, zainteresowania, wychowanie, aspiracje – ale łączy ich coś najsilniejszego. NAJLEPSZA POWIEŚĆ O MIŁOŚCI WSZECH CZASÓW. "

Doprawdy świetna reklama książki, szkoda tylko, że tak bardzo spłycone. Nastolatki pewnie zachwyciły się właśnie tym co zawiera opis z książki nie patrząc ciut szerzej, bo nie o samą miłość tu chodzi.
Czy jest to najlepsza powieść o miłości wszech czasów? nie wiem, ale wiem, że napisano wiele tego typu powieści to jest ona inna i w pewnym sensie wyjątkowa, jest bardzo dobrze napisana, nie jest idealna ani zbyt cukierkowa. Jest po prostu NORMALNA.
Powiem szczerze, że byłam zaskoczona fabułą, nie czytałam opisu książki ani opinii na jej temat przed rozpoczęciem lektury, bo chciałam mieć niespodziankę. Niczego się nie spodziewałam i przez to jeszcze bardziej mi się spodobała, bo nie wiedziałam co będzie dalej. Po skończeniu książki dopiero przeczytałam opis i dobrze zrobiłam, że nie przeczytałam go wcześniej, ponieważ za dużo zdradza, praktycznie streszcza całą fabułę.
Sięgnęłam po nią, bo miałam ochotę właśnie na coś lekkiego, normalnego i nie paranormalnego ani fantastycznego. I jestem zachwycona. Od książki nie mogłam się prawie w ogóle oderwać. Może zabrzmi to trochę słodko, "poetycko" i infantylnie, ale do głębi poruszyło się serce me.

O czym ona jest? oczywiście o miłości, klasyczne love story dziejące się w szkole, z początku strach i nienawiść, dokuczanie a potem zaciera się granica i następuje zakochanie, takie to typowe, ale jednak wyjątkowe i o tym, że miłość potrafi zdziałać cuda. "Miłość od nienawiści dzieli jeden krok."

Świat gangsterskich Latynosów i bogatych dzieciaków z Ameryki. Dwa światy i dzieli ich mur, iskrzy gdy te światy się zderzą, więc starają nie wchodzić sobie w drogę. Stereotypy i uprzedzenia mogą być krzywdzące. To książka przede wszystkim o tolerancji, o tym, że nie należy sądzić po pozorach i nie oceniać po okładce, a "prawdziwych przyjaciół poznajesz w biedzie". Okazuje się, że ci "źli" to są Ci dobrzy a ci "dobrzy" to ci zepsuci. A ci idealni tylko udają idealnych, zakrywają się zasłoną, żeby "ludzie nie gadali". Presja ze strony szkoły, rodziców i rówieśników. Problemy nastolatków, pierwszy seks, prawdziwa miłość i mylne wyobrażenie miłości. "Jesteśmy aktorami. Udajemy, że jesteśmy ludźmi, za których chcemy być brani."
Bardzo dobrze są zarysowane postacie, dobrze dopracowana opowieść, wszystko dawkowane w odpowiednich proporcjach, nie ma przesytu ani wrażenia, że czegoś za mało. Świetnie się czyta, wciąga od pierwszych stron. Wzruszająca i zabawna, momentami poważna. Nie jest idealna, jakieś tam wady ma, ale jest na tyle dobra, że mogę polecić.

"Wszyscy wiedzą, że jestem idealna. Moje życie jest idealne. Moje ciuchy są idealne. Nawet moja rodzina jest idealna. I choć to kompletna bzdura, staram się, jak mogę, żeby tak to właśnie wyglądało. Jeśli prawda wyszłaby na jaw, zniszczyłaby mój bajkowy wizerunek..."


Tytuł: Idealna Chemia
Autorka: Simone Elkeles
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2013
Status: Moje

Moja ocena: 10/10

czwartek, 4 września 2014

Oddech Nocy - opinia...

A gdyby tak móc chociaż na chwilę przenieść się do świata magii, elfów, wróżek. Poczuć się jak wyjątkowa istota przeżywająca wyjątkowe przygody i być może jedyne w swoim rodzaju... a gdyby tak przenieść się do świata baśni i bajek? Czy utknę tam na zawsze? czy byłoby to aż takie straszne? przecież realny świat jest taki nudny i szary, codzienność zabija magię i marzenia. A jeśli wrócę do swojego świata to co się ze mną stanie? poczuję ulgę a może będę tęsknić?
Hmmm... chciałabym móc się przenieść na chwilę gdzieś indziej, w wyjątkowe miejsce, poczuć powiew świeżego, magicznego wiatru, oddać wodze fantazji i zniknąć, po prostu zniknąć z tego świata chociaż na parę godzin. Chciałabym znaleźć się w świecie snów.. tylko jak to zrobić? czy to jest proste?

Takie myśli towarzyszą mi niemal codziennie, moim największym marzeniem z dzieciństwa było właśnie to, żeby móc znaleźć się w bajce i przyznam szczerze, że nie raz wracam myślami do tego marzenia i jest ono poniekąd możliwe, dzięki książkom odnajdywałam różne światy mniej lub bardziej pociągające i barwne, ale dopiero po tylu latach poszukiwań znalazłam w końcu taką, która spełniła moje dziecięce marzenie. "Oddech nocy" autorstwa Lesley Livingston. Po prostu zakochałam się w tej książce od pierwszych słów. To baśń, bajka dla nieco starszej młodzieży, która może jednak oczarować dorosłe osoby, tak było ze mną. Oddałam się w pełni tej fascynującej przygodzie. Zaciera się granica między światami. Baśń na podstawie „Snu nocy letniej” Szekspira. Genialny pomysł i całkiem przyzwoite wykonanie. Język jest prosty, ale to nie oznacza, że zły. Dzięki temu czytelnik oddaje się w pełni i wręcz wciąga się w historię, aż przestaje zauważać literki na kartkach tylko przeżywa całym sobą tę magiczną opowieść. Wiem, że nadużywam słowa "magia", ale wierzcie mi, jest jej tyle, że ciężko o niej nie wspomnieć kilka razy. To po prostu magiczna książka dosłownie i w przenośni.

Opis z książki informuje, że jest to "Pełna subtelnej erotyki" powieść, niektórzy nie dostrzegają jej, ale jak sama nazwa wskazuje, jest ona subtelna i erotyka nie oznacza, nie zawsze od razu oznacza, że będą jakieś sceny łóżkowe, to bardzo płytkie myślenie. Erotyka to coś więcej i jest ona delikatnie zarysowana, ale tylko wrażliwi na piękno będą potrafili ją dostrzec. Ja ją dostrzegłam i jestem zadowolona, że jest ona jaka jest, cieszę się, że autorka pokazała erotykę właśnie w taki sposób w jaki to zrobiła. Delikatny i subtelny, jak ze snu. Może w następnych tomach to się zmieni.

Plusem jest też to, że może wiele osób sięgnie po twórczość Szekspira, zachęceni tymi wspaniałymi cytatami i całą scenerią, którą autorka zawarła w powieści. Niektórzy się mogą czepiać, że książka mało ambitna, ale moim zdaniem jest ona idealna na poprawę humoru, a dialogi są po prostu świetne. Nie wszystko musi być poważne, spięte, sztywne i wypompowane, czasem warto sięgnąć po coś lżejszego, pobudzającego wyobraźnię i najzwyczajniej w świecie zgrzeszyć. Autorka ma takie pomysły dziwaczne, że nie sposób się nie uśmiechnąć pod nosem, na prawdę wielkie brawa i gratulację za wyobraźnię. Minusem jest to, że mogłaby być dłuższa, wtedy nie czułoby się takiego niedosytu po zakończeniu, a przyjemność z czytania mogłaby trwać znacznie dłużej.
Bohaterowie.. cóż.. są delikatnie zarysowani, polubiłam ich wszystkich, ale przez to, że akcja dzieje się dość szybko i to w zaledwie kilka dni się wszystko kończy, nie jesteśmy w stanie zbyt dobrze ich poznać, ale mam nadzieję, że w następnych tomach nadrobi się te straty. i postacie zbyt szybko się w sobie zakochują, ledwo się przecież znają, ale to tam taki drobny minusik.
I duży plus za to, że W KOŃCU akcja nie rozpoczyna się i nie dzieje w szkole.

Powieść fascynuje, hipnotyzuje swoją magią, oryginalnością, pomysłowością, bajkowością.. magia, magia i jeszcze raz magia. Tyle zachwytów nad nią, ale to po prostu moja opinia, bo jestem zachwycona. Książka spełniła wg. mnie swoje zadanie i cieszę się, że mam ją w swoich skarbach, dzięki czemu będę mogła znikać i przenikać do świata, jaki sobie wykreowałam w dzieciństwie, ile tylko będę miała na to ochotę... a coś mi się zdaje, że będę tam przebywać zbyt często.
Więc jeśli ktoś miał podobne marzenia, to polecam tę książkę.


Tytuł: Oddech nocy
Autorka: Lesley Livingston
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2011
Status: Moja


Moja ocena: 8.5/10

poniedziałek, 1 września 2014

Sierpniowy stosik...

Witam Was dzisiaj i zapraszam do obejrzenia dwóch zdjęć na których są pokazane książki, które zdobyłam w sierpniu. Moja biblioteczka została wzbogacona aż o siedem tytułów. A tak się prezentuje stosik w całości:


A oto i tytuły:

1. "Władca Ognia" - Emilio Salgari - kupiłam ją w sklepie "Wszystko po 2,50 zł" (właśnie za tę cenę xD) śliczne wydanie, w twardej oprawie.
2. "Błękitno - purpurowy Matuzalem" - Karol May - jak wyżej.
3. "Światła pochylenie" - Laura Whitcomb - mój kochany doładował mi w prezencie punkty na fincie (czyli w zasadzie to kupił mi tę książkę )
4. "Piękni i martwi" - Yvonne Woon - patrz pkt. 3

5. "Nawiedzone miasteczko Shadow Hills" - Anastasia Hopcus - również za punkty na fincie, ale tym razem sama je zdobyłam :)
6. "Bezduszna" - Gail Carriger - to samo co wyżej
7. "Niebajka" - Raymond E. Feist - jak wyżej

Także jestem teoretycznie i wizualnie zadowolona z moich zdobyczy, ale zobaczymy jak to się odzwierciedli w praktyce.
Piszcie w komentarzach jeśli już coś z tego czytaliście, bądź macie zamiar i co polecacie w szczególności.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam :)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Podsumowanie sierpnia...

Witam Was na podsumowaniu sierpnia!!
Nie wiem czy będę robiła takie miesięczne podsumowanie regularnie, ale co jakiś czas może się pojawić tego typu notka na moim blogu. Tym razem postanowiłam opublikować, ponieważ odniosłam w tym miesiącu czytelniczy sukces i chciałam się nim pochwalić. Miałam bardzo dużo czasu na czytanie, więc go wykorzystałam najlepiej jak umiałam. A oto rezultaty:

Przeczytałam 7 książek. Nie wiem ile stron, nie liczyłam, bo w sumie mało mnie to obchodzi, ale dla ciekawych w nawiasach podam liczbę stron przy każdym tytule.

Oto tytuły:

1. "Ukryte" - Kimberly Derting (317 str.)
2. "Córka Rembrandta" - Lynn Cullen (343 str.)
3. "Tyranki. Najokrutniejsze Kobiety w Historii" - Helmut Werner (223 str.)
4. "Panna młoda w śniegu" - Jan Seghers - (415 str.)
5. "Harry Potter i więzień Azkabanu" - J.K. Rowling (455 str.)
6. "Harry Potter i Czara ognia" - J.K. Rowling (763 str.)
7. "Miłość Alchemika" - Avery Williams (223 str.)


W tym miesiącu nie miałam rozczarowań, każda z książek okazała się być godną przeczytania, nie żałuję spędzonego z nimi czasu.
Jestem z siebie zadowolona. No i udało mi się zrobić aż 3 tagi. Niestety w tym miesiącu nie napisałam żadnej opinii.
Ciekawe jak to będzie we wrześniu, czy okaże się równie owocny w ciekawe lektury czy wypadnie gorzej? hmm.. to się okaże.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam :)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Doggy Book Tag...

Czas na kolejny tag wymyślony przez Koberkę z bloga Secret Book's . Psi Tag, czyli dopasowujemy nazwy ras psów do książek. Skupiamy się na cechach tych ras.

1. Jamnik (bo długi) - czyli książka, która się dłużyła
Było kilka takich książek, ale z takich popularniejszych to chyba najbardziej dłużyło mi się "Wampir Lestat" Anny Rice, choć książka świetna. Bardzo mi się podobała, ale męczyłam się z nią bardzo długo, a końca nie było widać. Dlatego na jakiś czas dałam sobie spokój z kontynuacją serii o wampirach w wykonaniu Pani Rice, ale na pewno do niej wrócę.

2. Chart (bo szybki) - czyli książka z pędzącą akcją:
Hmmm, takich książek było mnóstwo w sumie.. ale z takich, które przeczytałam ostatnio to "Ukryte" Kimberly Derting.

3. Rottweiler (bo agresywny) - z dużą ilością agresji, walk, przemocy itd.
Mogłabym tutaj podać w sumie każdą książkę Pana Mastertona, Kinga, w ogóle każdy horror jaki przeczytałam. Ale taka gdzie ma agresję, walkę, przemoc, brutalność, sadyzm wręcz to mogę podać dwie książki. Pierwsza to "Sukkub" Edward Lee, obrzydliwa książka, oraz cieniutka książka, ale jakże okrutna "Tarantula" Thierry Jonquet.

4. Chichiuachua (bo mały i chudziutki)-
najcieńsza książka
Też dużo takich było począwszy od pojedynczych opowieści Margit Sandemo. Hmmm.. wyżej wymieniona "Tarantula" była cieniutka, ale taką najcieńszą będzie "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" Éric-Emmanuel Schmitt, zaledwie 64 strony.

5. Dog (bo duży) - najgrubsza książka
"Mgły Avalonu", cegła taka, co można zobaczyć na zdjęciu stosu, którym umieściłam w tym miesiącu na blogu. Jeszcze "Kochanice Króla" Philippy Gregory.

6. Dalmatyńczyk (bo mnóstwo plamek)- z mnóstwem różnych wątków
Tutaj chyba najodpowiedniejszą książką, a raczej serią, jest "Saga o Ludziach Lodu" Margit Sandemo, tam jest wszystko i horror, i thriller i romans, i historia i fantastyka i magia i erotyka, mnóstwo różnych postaci.. wszystko.

7. Basset (bo zmarszczki)- wzruszająca książka
Oooo tego jest sporo. płakałam oczywiście przy "Sadze o Ludziach Lodu", ostatnio popłakałam się przy "Córka Rembrandta" Lynn Cullen czy przy "Zielonej Mile" Kinga albo "Córka Kleopatry" Michelle Moran. Ciężko wybrać jedną.

8. Owczarek Niemiecki (bo rasa tego psa często występuje w serialach np. "Czterej Pancernych") - najlepsza ekranizacja
Chyba "Harry Potter" i "Władca Pierścieni", ale nie czytałam jeszcze władcy.. ale natomiast czytałam Hobbita, a ekranizacja też była udana... W każdym razie filmy o Harrym Potterze mi się bardzo podobały.

9. York (bo słodki) - przesłodzona książka
oczywiście "Pamiętniki wampirów", Elena tak przesłodzona i ten Stefciu... lukier się sypał zamiast łupieżu gdy na scenę wchodziła ta parka.. szczególnie Elena jakaś taka przelukrowana była, że aż się świeciła na kilometr.

10. Kundelek - nie jest popularna, a mimo to zachwyciła.
Hmm.. takich też było sporo.. myślę, że cykl "Wampir do wynajęcia" ("Luna" itd.) jest niezbyt popularny, ale strasznie mi się podobało. Trylogia o Chinach autorki Pearl S. Buck, też jest świetna, pouczająca, ciut męcząca momentami, ale warta przeczytania.

Tak wygląda tag w moim wykonaniu, mam nadzieję, że się podobało. Dziękuję Koberce za wymyślenie tagu i zapraszam innych do zabawy z tagami :)

niedziela, 10 sierpnia 2014

Kitty Book Tag (Original)...

Cześć! Kobieta jest jak kot... Tak sobie dzisiaj wymyśliłam Koci Tag, czyli... dopasowujemy bohaterki z książek do rasy kota. Dla ułatwienia dodałam zdjęcia kotków żebyście nie mieli wątpliwości jak dana rasa wygląda. Skupiamy się tylko na płci pięknej. Ok, zaczynamy:


1. Kot Birmański - zniewalająca osobowość, przyciągająca uwagę, zapadająca w pamięć, ładna , miła i w ogóle taka prawie do zakochania.
Wybrałam Vianne, główna bohaterka z "Czekolady" autorki Joanny Harris, kusiła swoimi słodyczami oj kusiła :). Pasuje mi też tutaj o dziwo Gwendolyn z "Trylogii Czasu".


2. Kot Bombajski - Czarny charakter
Tutaj padło na: Rekla z trylogii "Wojny Świata Wynurzonego" Lici Troisi.


3. Kot Szylkretowy krótkowłosy - tajemnicza postać
i tutaj Lena z serii "Kroniki Obdarzonych" (piękne istoty itd.) Kami Garcia i Margaret Stohl. Pasuje tutaj również Meredith z "Pamiętników Wampirów" i chyba nawet ciut bardziej niż Lena.


4. Kot Burmilla - ekscentryczna postać
tutaj padło na Dubhe z trylogii "Wojny Świata Wynurzonego" Lici Troici, choć tutaj miałam problem żeby znaleźć odpowiednią postać.


5. Kot Maine Coon - arogancka, mądrala
i tutaj nie kto inny jak.. Hermiona z "Harrego Pottera". Taaak, pasuje.


6. Kot Manx - nieśmiała, tchórzliwa, cicha, spokojna, pomocna, cicha woda.
Tutaj miałam troszkę kłopotu z wyborem postaci, wybrałam Rosie Daniels z "Rose Madder" Stephena Kinga. Chyba najbardziej mi tutaj odpowiada.


7. Kot Dachowiec - włóczykij, chodząca własnymi ścieżkami, niezależna
Czyli oczywiście czarownica Sol z "Sagi o Ludziach Lodu" Margit Sandemo.


8. Kot Munchkin - niska, mała, drobna postać, ale wyszczekana (albo raczej wymiauczana) :)
Wybrałam Bonnie z "Pamiętników Wampirów".


9. Kot Perski - arystokrata, nie brudząca sobie łapek
Ridley z "Kronik Obdarzonych".


10. Kot Sfinks - wredna, introwertyczka
Pierwsze o kim pomyślałam to Charlotta z "Trylogii Czasu". Pasuje tutaj również Elfaba z "Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu" Gregory Maguire.


11. Kot Szkocki Fold - Empatka. przyjazna, kochana istotka, urocza, miła, ciepła osoba.
Nie kto inny jak Violet z "Ukryte" Kimberly Derting.


12. Kot Turecki Van - Taka Lara Croft. Odważna, spontaniczna, dążąca do celu. Zawsze można na nią liczyć.
Samantha Moon czyli Luna z serii "Wampir do wynajęcia" J.R. Rain. Wywarła na mnie duże wrażenie.

Także, tak wygląda mój Tag, mam nadzieję, że się spodobało i zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w zabawie. Piszcie w komentarzach czy zrobicie taki Tag czy nie. Możecie w formie notki na blogu (tak jak ja) lub nagrać filmik. :)
Pozdrawiam.

sobota, 9 sierpnia 2014

Classmate Book Tag...

Stwierdziłam sobie, że zrobię na blogu kilka Tagów i jednym z nich jest właśnie Classmate Book Tag wymyślony przez Koberkę z bloga Secret Book's :), który polega na tym, że wybieramy 5 książek, zapisujemy ich tytuły na karteczkach i losujemy. Bierzemy książkę, której tytuł wylosowaliśmy, otwieramy na byle jakiej stronie i bierzemy imię bohatera, które nam się rzuci jako pierwsze w oczy i przypisujemy bohatera pod klasowy charakter. Kategorii jest 10, jedna książka do dwóch kategorii. W ten właśnie sposób tworzymy swoją klasę. Ok, zaczynamy!!

Oto książki które wytypowałam do stworzenia klasy:
1. "Harry Potter i komnata tajemnic" - J. K. Rowling
2. "Saga o Ludziach Lodu" tom 2 "Polowanie na czarownice" - Margit Sandemo
3. "Wojny świata wynurzonego" tom 1. Licia Troisi
4. "Pamiętniki Wampirów" księga 3 "Dusze cieni" - Lisa Jane Smith
5. "Ukryte" - Kimberly Derting

A oto co mi wyszło:
Pierwszą książką wylosowaną została "Pamiętniki wampirów"
1. Kujon - Bonnie (str. 289) i w sumie tutaj mi pasuje. Chyba lepsza osoba wypaść nie mogła.. no może ewentualnie Meredith.
2. Sportowiec, mięśniak - Damon (str. 383) hmm.. mięśniak raczej nie, ale licząc to, że jest wampirem i ma jakieś nadludzkie siły można chyba go uznać za klasowego sportowca.. choć nie do końca mi pasuje.

Druga książka to "Ukryte":
3. Przewodniczący klasy - tutaj wyszła mi Violet (str. 168) i myślę, że nadaje się idealnie na przewodniczącą.
4. Głupia blondynka - wyszła mi Lissie Adams (str. 88) i tutaj wyszło na prawdę idealnie, gdyż ona w książce też była właśnie głupią, popularną blondyną, taką typową... także tutaj strzał w 10 :)

Trzecia książka to "Polowanie na czarownice":
5. Szara myszka - wyszła stara i brzydka wiedźma Hanna (str. 112), co prawda jest za stara żeby być w klasie, ale przez to, że mieszkała na odludziu, rzadko wychodziła i chowała się przed światem, zawsze na uboczu i nikt jej nie lubił bo się jej bali to faktycznie pasuje :)
6. Gaduła - Charlotta Meiden (str. 84) - noo w sumie pasuje, w zasadzie chyba prawie każda postać z sagi by tutaj pasowała, bo jakoś każdy tam lubił dużo mówić :)

Czwarta książka "Harry Potter i Komnata Tajemnic":
7. Klasowy Błazen - tutaj wyszło mi ta ta ta dam! Fred i George (str. 132) chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego czy pasują :) wiem, że to ma być jeden bohater, ale czyż można ich rozdzielić?
8. Plotkara - Ron! (str. 207) - hmmm... jakby się tak zastanowić to pasuje :)

No i zostało się "Wojny świata wynurzonego":
9. Emo - Dubhe (str. 256) - główna bohaterka, w zasadzie na każdej stronie jest jej imię chyba... w każdym razie nie jest ona typowym Emo, na upartego można by ją dopasować tutaj, ale nie bardzo mi się widzi.
10. Śpioch - Lonerin (str. 288) - absolutnie nie. On raczej kujon.

Także, taką stworzyłam klasę, jestem z niej zadowolona i sama chciałabym w niej się znaleźć w takim towarzystwie.
Dziękuję Koberce za wymyślenie tego Tagu i pozdrawiam :) a innych zapraszam do wzięcia udziału w Klasowym Tagu :)

piątek, 8 sierpnia 2014

Lipcowy stosik...

Oto stos książek, które zdobyłam w lipcu i dołączyły do mojej kolekcji.

- tak się prezentuje stosik w całości :)


Stosik Imieninowy:
- "Słodsze niż czekolada", Sheila Roberts - kupiona w Kauflandzie w ramach imienin, od mamusi
- dwa tomy serii "Niewidzialni", Giovanni Del Pontetom 1: "Tajemnica Misty Bay" i tom 2: "Czarownica z Dark Falls" kupione w biedronce na kiermaszu, prezent od mamusi :)
- "Mgły Avalonu", Marion Zimmer Bradley - prezent od mojego kochanego faceta.


Zdobycze za punkty na Fincie:
- "Mój osobisty demon", David Bischoff, za jedyne 45 pkt.
- "Oddech nocy", Lesley Livingston
- "Dracula", Bram Stoker
- "Retrum", Francesc Miralles
- "Wyjść z mroku", Anne Stuart, 30 pkt.
- "Zaklinacz cieni", G.P. Taylor
- "Jad", S.B. Hayes
- "Pierwszy grób po prawej", Darynda Jones - najdroższa książka, za którą dałam 163 pkt. bez promocji, ale nie chciało mi się czekać pół roku na rabat. (kto korzysta z finty ten wie o co chodzi)
- "Wyznania gejszy", Arthur Golden - czytałam ją już dawno temu, ale była na fincie tylko za 50 pkt więc musiałam ją mieć w swojej biblioteczce
- "Gdzie jest Turbinella", Margit Sandemo, oczywiście jej też nie mogło zabraknąć.
- "Wirus", Toro Guillermo, Hogan Chuck - nie ma na zdjęciu, bo jeszcze nie doszła, będzie w przyszłym tygodniu.
A wszystko to zdobyłam za dwa przedmioty, które wystawiłam na fincie, miałam szczęście, że każda książka była po promocji, czyli -50% i z wyjątkiem Draculi, która kosztowała mnie 120 pkt, za resztę dałam po nie więcej niż 50 pkt.


- "Księżniczka Pocahontas", Susan Donnell - ostatnia zdobycz, kupiłam ją sobie za 1 zł :)

środa, 30 lipca 2014

Sekretny język kwiatów...



tytuł: Sekretny język kwiatów
autor: Vanessa Diffenbaugh
wydawnictwo: Świat Książki
rok wydania: 2011
status: z biblioteki


Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś innego, czegoś w stylu "Czekolady" Joanny Harris. I w pewnym sensie podobne nawet było, co mnie ucieszyło, byłam też mile zaskoczona całą opowiedzianą historią, jednak gdzieś w połowie książki zaczynałam się zawodzić. Cóż.. nie do końca spodziewałam się tego co przeczytałam. Przez pół książki było na prawdę super, magicznie, czarująco, ujmująco, ale potem niestety ten czar prysł, zrobiło się zwyczajnie i bardzo naciągane. Nie podobał mi się wątek z ciążą głównej bohaterki i w zasadzie odkąd urodziła to dziecko i do końca książki czułam rozczarowanie i zniesmaczenie. Zbyt długie i niepotrzebne fragmenty samego rodzenia i o tym jak się dzieckiem zajmowała. Takie na siłę już wplątane wątki chyba tylko po to żeby zapełnić odpowiednią ilość stron. Wiem, że ten wątek miał pokazać nową sytuację w życiu Victorii i jak sobie z tym poradzi, ale było to za długie po prostu i nudne do tego stopnia, że przysypiałam zamiast z wypiekami na twarzy śledzić losy malutkiego dziecka.
Myślałam, że to będzie wyjątkowa książka, ale się taką nie okazała. Nie ukrywam, że kilka razy zdarzyło mi się wzruszyć czy uśmiechnąć pod nosem, ale zawiodłam się. Książka jest dość mądra życiowo, szczypta kwiatowej magii. Jest magia, jest miłość. Plusem jest to, że dzięki tej książce można poznać mowę kwiatów i ich znaczenia. Dość oryginalny pomysł na fabułę. Plusem jest też piękne słownictwo, piękny styl przez co czyta się łatwo i przyjemnie.
Nie czuję, że straciłam czas na jej przeczytanie, dobrze się czytało, ale niestety książka nie jest dla mnie przeznaczona.
Mimo to polecam, choć mnie się nie do końca spodobało to myślę, że inni mogą być usatysfakcjonowani.

Moja ocena: 5.5/10

niedziela, 27 lipca 2014

Mroki dnia - opinia...



Tytuł: Mroki dnia
Autor: Barbara Erskine
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2003
Status: z biblioteki


Od dawna chciałam przeczytać tę książkę, gdy zobaczyłam ją na półce w bibliotece nie wahałam się tylko od razu wypożyczyłam.
Muszę przyznać, że dość dużo czasu poświęciłam tej książce. Nie czyta się jej szybko (przynajmniej mnie się dłużyło), ale czy żałuję zmarnowanego czasu? hmm.. cóż.. i tak i nie. Mam mieszane uczucia co do tej pozycji. Z jednej strony mi się podobała a z drugiej męczyła. Powieść niby z gatunku horroru, ale tego horroru jest mało. Cała książka jest przesycona mrokiem, tajemniczością, cały czas czytając budzi się się w czytelniku niepokój, ciarki przechodzą, ale horrorem bym tego nie nazwała, groza jest owszem, ale nie horror, co wg. mnie jest na plus, bo nie jest ta książka brutalna ani masakryczna. Klimat jest na prawdę magiczny.
Dość poetycki język, fajny i przyjemny styl, momentami śmieszny i pompatyczny, ale dobrze się czytało. Autorka szczegółowo pisze co jest w tym przypadku jednocześnie wadą i zaletą, bo jak to kobieta, musi dbać o każdy szczegół zamiast przejść do rzeczy, co momentami męczy, ale z drugiej strony powieść staje się bliższa, można ją bardziej przeżyć, łatwiej przyswajalna no i przez to jest dłuższa przyjemność z czytania. Potęguje doznania :)
Ciekawe dialogi, zabawne, ciekawie prowadzone rozmowy. Postacie wykreowane bardzo dobrze. Wszystko się wydaje takie swojskie, wiarygodne. Historia mi się podobała, wzbudziła ciekawość, ale im bliżej końca tym się dłużyło. Trochę denerwujące jest to, że przez pół książki właściwie nic się nie dzieje. Akcja rozkręca się na prawdę wolno, z jednej strony to fajne, ale z drugiej, jak już się przeczytało większą część książki i nadal nic, to zaczyna to trochę irytować, bo nie wiadomo czego oczekiwać i czy przerwać czytanie czy jednak czytać dalej. Autorka urzekła mnie swoim stylem i na pewno sięgnę po inne książki, które wyszły spod jej pióra.
Nie żałuję, że przeczytałam, bo spędziłam miły czas z tą lekturą, oddałam wodzy fantazji, wyobraźnia chodziła na najwyższych obrotach, wczułam się w historię, ale straciłam na nią zbyt dużo czasu. Mimo to polecam. Książka dla wytrwałych i dla tych którzy chcą poczuć przez chwilę niesamowity klimat.

moja ocena: 7/10

poniedziałek, 7 lipca 2014

Wendigo - opinia...



Tytuł: Wendigo
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2007
Status: z biblioteki


Zawiodłam się. Bardzo się zawiodłam i do tego wynudziłam. W ogóle mnie nie zaciekawiła ta historia, jak się potoczy to wszystko i jak się skończy. Przewidywalne. Zero grozy. Żadna postać nie zrobiła na mnie wrażenia, za słabo wykreowane, wszyscy bohaterowie tacy nijacy i niewyróżniający się. Główna bohaterka mnie irytowała i w ogóle żadnych emocji nie okazywała, miałam wrażenie, że jest trochę egoistyczna i że nie ma uczuć, płytka, naiwna i głupia, zgrywająca supermenkę.Wszystkie przykre wydarzenia spływają po niej jak woda po kaczce, lekkie tylko zdziwienie "ooo coś się stało" i tyle. Nawet Wendigo taki mało straszny, ciapowaty, ciarki po ciele mi nie przeszły gdy się pokazywał. Zachowywał się bardziej jak pies ze wścieklizną niż demon. "Cujo" był bardziej przerażający. ;P
Wszystko na jedno kopyto, jak zwykle rozczłonkowane ciała, opisy niby miały wzbudzić szok a nie robiły na mnie wrażenia.
Cytat:
"Znaleźliśmy odcinek jelita cienkiego, około sześciu metrów, który zaczepił się o płot okalający podwórze. Prawdopodobnie naciągnął się po zaczepieniu i po prostu oderwał. Wisiał na huśtawce dziecięcej u sąsiadów".
Tyle zbędnych informacji na temat znalezionego fragmentu ciała jednej z ofiar. Relacja jak z wiadomości na temat zaginionych ludzi. I co miało tutaj zaszokować? sam fakt znalezienia jelita cienkiego, to że miał 6 metrów długości czy to że wisiał na huśtawce?
dalej:
"Jakieś siedem domów dalej na północ znaleźliśmy jeszcze kilka strzępów żołądka, część tchawicy i trochę tkanki tłuszczowej." Szoket! po prostu gały z orbit mi wyszły.
Takie opisy to trochę za mało jak dla mnie, bo po za tym Masterton nic więcej "strasznego" do książki nie wnosi, nie ma dreszczyku, nie ma tej tajemniczości, nie ma tego klimatu pomiędzy "masakrycznymi" opisami traktowania ofiar.
Masterton trzyma się ciągle jednego schematu, wszystkie książki, które do tej pory czytałam są podobne do siebie.
Jedyny plus tej książki to indiański klimat, który lubię, mało go było, ale był. I tylko ze względu na to dałam więcej punktów niż ta książka zasłużyła. Mocno naciągane.

Moja ocena: 4/10

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Stosik biblioteczny...



Oto stosik książek przytaszczony z biblioteki:
od góry:

1. "Mroki dnia" - Barbara Erskine

2. "Hotel New Hampshire" - John Irving (druga próba, za pierwszym razem przerwałam, może tym razem wytrwam. Postanowiłam dać jeszcze jedną szansę tej książce).
3. "Sekretny język kwiatów" - Vanessa Diffenbaugh (już przeczytane)
4. "Wendigo" - Graham Masterton - bo czasem mam ochotę na horror
5. "W martwym śnie" - Greg Iles

Wszystko jest z mojej listy "chcę przeczytać", udało mi się wyhaczyć je w bibliotece więc nie muszę już ich kupować czy zdobywać w inny sposób.

Kolejne zakładki...

Zrobiłam sobie takie oto zakładeczki z tych oto.. hmmm.. eee.. czegoś :) tzn. karteczki z kinder niespodzianki i okładki z zeszytu, na którym widniał kotek. Zeszyt musiałam wyrzucić już, ale szkoda mi było tego kotka. To jedno wiem, że jest duże, mogłam zrobić mniejsze, ale nie chciałam mu przyciąć łapki, a ja kocham kotki więc nie mogłam tak po prostu wyrzucić tej okładki. Mam też mniejszą wersję tego dużego kota, która znajdowała się na tylnej okładce zeszytu :) tak wiem, jestem nienormalna, ale dobrze mi z tym. Przepraszam za jakość zdjęcia, robione telefonem.