Google+ Followers

wtorek, 30 września 2014

Podsumowanie września...

Witam na podsumowaniu września!

Ten miesiąc był równie owocny jak poprzedni, a może nawet jeszcze lepszy, ponieważ udało mi się nie tylko przeczytać kilka książek, ale również napisać kilka opinii. Odniosłam również sukces na polu bibliotecznym, tzn. nie wypożyczyłam w tym miesiącu żadnej książki dla siebie i czytałam tylko i wyłącznie swoje, więc stosik się powoli kurczy.
W tym miesiącu przeczytałam 7 książek, czyli tak jak w poprzednim. A oto tytuły:

1. "Oddech nocy" - Lesley Livingston
2. "Idealna Chemia" - Simone Elkeles
3. "Magiczny pech" - Meg Cabot
4. "Gra o tron" - George R.R. Martin
5. "Przed kim uciekamy, mamo?" - Perihan Magden
6. "Klasztor" - Panos Karnezis
7. "Bezduszna" - Gail Carriger


Ogólnie jestem zadowolona z wyborów, jedne były strzałem w dychę inne ciut mniej, ale żadna nie okazała się, dla mnie, tragiczna.
Ciekawe co przyniesie październik, zbliża się halołin, no i listopad i w ogóle okres taki, jesienny, klimatyczny w sam raz na mroczne książki, więc na pewno sięgnę po jakieś z duchami, wampirami itd.

poniedziałek, 29 września 2014

Gra o tron - opinia..

Zabrałam się ostatnio, za namową mojego ukochanego, za "Grę o tron" i... eeee.. hmm.. cóż.. Tyle zachwytów, tyle ohów i ahów jaka ta książka przewspaniała, cudowna i w ogóle fajniusia, że łojejciu jej.
Rozczarowanie totalne, niestety nie należę do licznego grona wielbicieli tejże książki. Także swoją, niezbyt pochlebną opinią, mogę się narazić fanom.
Ale cóż..
Powiem tak, książka tragiczna nie jest, ambitna jest, ale mnie nie do końca chwyciło za serce. Wiele rzeczy mi przeszkadzało, przez co nie mogłam się w pełni delektować lekturą. Były fragmenty gdzie mnie porwało i czytałam z wypiekami na twarzy, jednak niestety więcej było takich które mnie nudziły niemiłosiernie, wręcz zasypiałam. I nie jestem usatysfakcjonowana.
Nudne opisy zbroi, za dużo bohaterów i opisów jak wyglądają, właściwie co stronę jest mowa o jedzeniu - ciągle ktoś głodny, ciągle ktoś rozmawia o tym co by zjadł, albo co jadł kiedyś tam, opisy uczty i ze szczegółami co leży na stole, myśli bohatera co ma sobie nałożyć na talerz i w jaki sposób konsumuje. Mało porywające. Więcej jest mowy o żarciu niż o walkach.
Powtórzenia, wszędzie powtórzenia. Wspominanie po kilka razy co ktoś lubi a czego nie, tak jakby czytelnik mógł zapomnieć.
Podobało mi się natomiast kreowanie postaci, bardzo wyraziste, różnorodność, można się zżyć z kimś lub życzyć komuś żeby zdechł.
Wielkim plusem jest to, że jak już są walki to są one przedstawione w naprawdę interesujący sposób, brutalność, dla mnie to bardzo duży plus. Zwłaszcza, że ta brutalność nie jest jakaś taka na siłę wymyślana tylko jest jej tyle ile powinno być, nie jest przesadzone. Trzeba przyznać, że wyobraźnię autor ma niezłą, ogromną i chylę czoła za stworzony świat. Oryginalność, nieprzewidywalność, zaskakujące zwroty akcji. Dialogi świetne - mocny atut.
Jednak język mnie męczył, możliwe, że to wina tłumaczenia, ale nie miałam innego dostępnego, w każdym razie męczył mnie język, wynudziłam się, niektóre wątki na prawdę były jakby na siłę przeciągane. Jest ta książka po prostu za długa, zajęła mi bardzo dużo czasu i ze wstrętem patrzyłam jak leży na półce. Z bólem serca brałam do ręki żeby dokończyć. Męczyłam się niemiłosiernie. I mam dosyć jak na razie twórczości tego autora. Nie sięgnę po dalsze tomy, przynajmniej przez bardzo długi czas, bo boję się, że odechce mi się czytać jakiekolwiek inne książki, co niestety w trakcie czytania "Gry o tron" byłam bliska załamania.
To tyle, krótka opinia, bo wierzcie mi, na samo wspomnienie o tej książce robi mi się po prostu... przykro.
Polecam wytrwałym czytelnikom.

Tytuł: Gra o tron
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
Status: Moje
Moja ocena: 6.5/10

poniedziałek, 22 września 2014

10 książek, które są dla mnie ważne...

Wielu robi ten łańcuszek podając swoje topten książek, które są w jakiś sposób dla nich ważne, więc ja też takową listę zrobiłam. Nie było to łatwe zadanie, bo każda książka jaką czytam jest dla mnie wyjątkowa. Ciężko ograniczyć się tylko do 10 pozycji, zwłaszcza, że tych książek przybywa i za rok mogą tytuły się zmienić.
Ale cóż.. oto moja lista, kolejność przypadkowa:

1. Saga o Ludziach lodu - Margit Sandemo
2. Mgły Avalonu - Marion Zimmer Bradley
3. Joyland - Stephen King
4. Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett
5. Ostatnia królowa - Christopher W. Gortner
6. Czekolada - Joanne Harris
7. Pachnidło - Patrick Süskind
8. Wywiad z wampirem - Anne Rice
9. Harry Potter - J.K. Rowling
10. Dzieje Tristana i Izoldy

Tych Książek ważnych dla mnie jest więcej, ale że trzeba się ograniczyć do 10 to proszę. Podane na szybko bez zastanawiania się.
Nie będę podawała przyczyny, większość z tych książek zostały zopiniowane przeze mnie na LC bądź tutaj na blogu, tam możecie szukać odpowiedzi "Dlaczego?"
I nie wstydzę się tego co czytam.


środa, 17 września 2014

Przed kim uciekamy, Mamo?

Głównym narratorem powieści jest 14 -letnia dziewczynka, której imię jest nie znane, a jej matka nazywa ją pieszczotliwie Bambi, ponieważ ich Biblią jest właśnie książka o jelonku Bambi. W pewnym sensie ta książka, to jakby inna wersja właśnie tej bajki dla dzieci, jest wiele odniesień, dużo cytatów i komentarzy, niewątpliwie autorka inspirowała się Bambim przy pisaniu tej powieści.

Książka opowiada o toksycznej miłości matki do córki i o ślepym zapatrzeniu córki w matkę. Matka traktuje swoją córkę jak 5-letne dziecko i ubiera ją jak małą dziewczynkę, dziewczynka wzbudza ogromne zainteresowanie nie tylko przez ubiór, ale również przez swoją wyjątkową urodę. Obie panie zachowują się bardzo dziwnie i podejrzanie, co podkreślają to inne napotkane przez nie osoby, które również wtrącają do fabuły swoje trzy grosze.

Obie panie ciągle przed czymś lub kimś uciekają, córka do końca nie rozumie o co chodzi, ale nie wolno jej zadawać pytań, bo to denerwuje matkę, matka natomiast ucieka przed swoją przeszłością, pragnie chronić swoją córkę i chce dla niej szczęścia, ale niestety jej miłość nie jest normalna. Matka jest wręcz chora psychicznie niby chce dla dziecka jak najlepiej i je kocha, co z resztą chyba wątpliwości nie budzi, ale jednocześnie się nad nią znęca psychicznie. Córka zapatrzona w matkę, uważa ją za swoją mentorkę, ślepo jej ufa i wierzy we wszystko i robi wszystko co matka jej każe. Nie wolno się jej sprzeciwiać. Widać, że też swoją matkę kocha i zrobiłaby dla niej wszystko, z resztą w którymś momencie fabuły wręcz się do nie upodabnia, w końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni. Matka popada w obsesję, w obłęd, dzięki czemu po pewnym czasie traci kontrole nad tym co robi, zaczyna się gubić. Wszędzie widzi prześladowców, zagrożenie, jest nieufna, każdego traktuje jak wroga, w każdym widzi "złe dusze", które chcą zabrać jej córkę, zrobić im krzywdę itd. Ta kobieta jest chora, nigdy nie chciałabym takiej osoby spotkać na swojej drodze. A to jak ta dziewczynka się zachowuje i jak się wypowiada jest po prostu przykre. Obłęd przechodzi również na nią, ale w mniejszym stopniu.

Mieszkają w hotelach, urządzają pokoje po swojemu kupując nowe rzeczy, ale żadnej nie wolno im zabierać. Gdy przychodzi czas uciekania, po prostu uciekają zostawiając za sobą wszystko co kupiły. Zmieniają kraje, miasta, hotele. Piszą o nich w gazetach.
Nie mają domu. Książka jest chora, psychologiczna i.. po prostu tak samo toksyczna jak ta matka.

Czy mi się książka podobała? cóż, tak. W pewnym sensie historia opowiedziana w tej książce jest piękna, budzi się w czytelniku współczucie do głównych bohaterek, pobudza emocje od złości po żal, mieszanka wybuchowa, ale pozytywnych emocji raczej nie wzbudza. Jest mądrze napisana, uświadamia nas, że istnieją różne obsesje, choroby psychiczne i nienormalni ludzie, którzy żyją pośród nas i często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Aż strach pomyśleć, że po świecie mogą chodzić takie toksyczne świry. Do tej pory nad tym się raczej nie zastanawiałam, dopiero po lekturze uświadomiłam sobie pewne rzeczy. Jest mi przykro z powodu tego co przeczytałam, jest wstrząsająca, jest ona smutna i trochę żałuję, że przeczytałam, bo w trakcie lektury jak i po czułam jakby jakaś cząstka mojej radości umknęła gdzieś i zniknęła. Z pewnością nie jest to lektura dla wrażliwych. Zmusza do refleksji.

Jednak nie do końca ją polecam, ponieważ jest dość męcząca, pomimo, że czyta się szybko, bo nie ma trudnego języka, to jednak jest napisana w ten sposób, że nie jest wyjaśnione wszystko do końca i pewne rzeczy trzeba doczytać między wierszami, żeby ją w pełni zrozumieć, trzeba wiele domyślać się samemu. To nie jest książka dla każdego, także jeśli ktoś oczekuje jakiejś rozrywki to może się zawieźć, bo to nie tego typu literatura. Także, jeśli ktoś zdecyduje się sięgnąć robi to na własną odpowiedzialność, bo nie gwarantuję dobrej zabawy, co najwyżej popadnięcie w melancholię, depresję czy ogólnie zmuszenie do refleksji na temat życia.

Tytuł: Przed kim uciekamy, Mamo?
Autorka: Perihan Magden
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Status: Moje

Moja ocena: 5.5/10

sobota, 13 września 2014

Silna Wola Mola Książkowego...

Hej :)
W dzisiejszym poście opowiem Wam o swojej silnej woli jaką ostatnio mam w związku z książkami.

Jak na rasowego mola książkowego przystało czytam, czytam i czytam a stosik i tak się powiększa. I po mimo, że mam w domu nagromadzonych kilkanaście a nawet kilkadziesiąt tytułów, które czekają cierpliwie w kolejce do przeczytania i tak chodziłam do biblioteki żeby coś wypożyczyć i każda moja wizyta w celu oddania książek kończyła się wypożyczeniem kolejnych kilku pozycji mimo iż po wyjściu z domu przez całą drogę wmawiałam sobie, że tym razem nic nie wypożyczam.. i na gadaniu się kończyło, bo w praktyce było z tym zupełnie inaczej. A potem wracałam do domu i rozpaczałam, że "tyle książek mam do przeczytania, kiedy ja to zdążę ogarnąć?" tak samo z promocjami. Nie czytam swoich tylko biblioteczne to przy okazji sobie jeszcze coś dokupię lub zdobędę poprzez fintę. Ech te promocje, ech te książki...

Pewnego dnia poszłam do biblioteki ze stosikiem książek pod pachą, żeby je oddać. Położyłam na blacie i wypożyczyłam tylko jeden z tomów o Harrym Potterze, żeby nadrobić zaległości. To już połowa sukcesu, po przeczytaniu jednego tomu wypożyczyłam kolejny i też ograniczyłam się tylko do jednej książki, tzn wypożyczyłam jeszcze jedną książkę dla teściowej, ale to się nie liczy, zwłaszcza, że to była jedna z tych które już jakiś czas temu przeczytałam. Czyli aż tak źle ze mną nie jest, zwłaszcza, że w między czasie czytałam swoje pozycje. Ale to jeszcze nic... teraz będzie najlepsze..

Jakiś czas później znowu udałam się do biblioteki oddać książki i tym razem przysięgłam, że nic, absolutnie nic, nie wypożyczę, nawet kolejnego tomu o Potterze, trzeba przerwę zrobić i skupić się tylko i wyłącznie na swoich książkach. I co się okazało? weszłam do biblioteki, położyłam książki na biurku przed bibliotekarką i... nie podnosząc wzroku na półki, które mnie zewsząd otaczały, wyszłam pospiesznie z budynku. Bez książki! nic nie wypożyczyłam i powstrzymałam się przed rozglądaniem się, żeby czasem mnie nie podkusiło na przeglądanie tytułów, bo skończyłoby się to inaczej niż zamierzałam. Uff, dumna z siebie udałam się do domu. Myśl o swoich książkach i skurczeniu stosiku domowego okazała się silniejsza.. i tak, czytam teraz swoje książki. To mój pierwszy raz, kiedy wyszłam z pustymi rękoma z biblioteki odkąd tam chodzę i czuję się z tym dziwnie, ale świetnie.

Teraz nie dawno, jakiś tydzień temu (czyli 6 września 2014 roku) udałam się ponownie do biblioteki na prośbę mojej teściowej. Mówię sobie kurczę, będę musiała, chcąc nie chcąc, przeglądać półki w poszukiwaniu odpowiednich tytułów. Miałam w ręku trzy książki dla niej. Przez myśl przeszła mi ochota wypożyczenia czegoś dla siebie i oczywiście zaczęłam przeglądać półki w poszukiwaniu odpowiedniej książki. Jak na złość znalazłam wiele tytułów z mojej listy "chcę przeczytać" i wzięłam jedną z nich do ręki, będąc pod wrażeniem, że mają te tytuły, pomyślałam sobie "a czemu nie, jedna nie zaszkodzi", ale jak to ja nie umiem wyjść z jedną, zwłaszcza, że znalazłam wiele z mojej listy, musiałabym wypożyczyć wszystkie z nich żebym była zadowolona, bo wybrać z pośród nich jedną... to zbyt trudne, jednak gdy tak trzymałam tę jedną w ręku naszła mnie myśl, a może jakiś dobry duch czy anioł podsunął mi ją lub wyszeptał do ucha "etam, po co Ci to? masz ciekawsze tytuły do przeczytania, a tę sobie kiedyś kupisz" i odłożyłam ja na miejsce, nie zastanawiając się długo, bo jeszcze naszłyby mnie wątpliwości, które by mi do ucha szeptał Molowy Szatan. Udałam się szybko do Pani Bibliotekarki, podziękowałam uprzejmie i wyszłam. Teściowa zadowolona (chyba) z książek, a ja zadowolona, że znowu moja Silna Wola okazała się na serio Silniejsza.

Teraz mam w planach wypożyczenie kolejnej części przygód o Potterze, ale dopiero wtedy kiedy będę musiała iść oddać tamte trzy książki. I wypożyczę tylko tę jedną.. no chyba, że teściowa będzie coś chciała. A do tego czasu czytam swoje! Tak, SWOJE! :)
Gdyby nie chęć nadrobienia zaległości z Harrego Pottera, w ogóle nic bym nie wypożyczała, a chcę mieć go jak najszybciej z głowy.
Ale wiem jedno.. czuję, że powoli oddalam się od biblioteki, uczucie czytania swoich książek jest o wiele fajniejsze niż czytanie książek z biblioteki. Zwłaszcza, że w rozpacz popadam kiedy spodoba mi się wypożyczona książka i uświadamiam sobie, że nie jest ona moja i nie będę mogła do niej tak szybko powrócić. Ech.. problemy mola książkowego, świat byłby piękniejszy jakby wszyscy mieli takie błahe kłopoty na głowach... a może nie?

Dziękuję za uwagę! :)

niedziela, 7 września 2014

Idealna Chemia - opinia...

Zderzenie dwóch różnych światów
Dwoje bohaterów, z pozorów, różniących się jak ogień i woda,
Dwoje bohaterów tak różnych a jednak podobnych,
"Idealna" bohaterka i "nieidealny" bohater, a może odwrotnie?
I skrywane tajemnice
„Świat jest taki, jakim go stworzysz.”

Z okładki: "Współczesna wersja Romea i Julii, Niegrzeczny chłopiec i grzeczna dziewczyna, czyli idealna chemia w dramatycznej i zmysłowej powieści, która wzruszyła i zachwyciła setki tysięcy dziewczyn. Dzieli ich wszystko – domy, zainteresowania, wychowanie, aspiracje – ale łączy ich coś najsilniejszego. NAJLEPSZA POWIEŚĆ O MIŁOŚCI WSZECH CZASÓW. "

Doprawdy świetna reklama książki, szkoda tylko, że tak bardzo spłycone. Nastolatki pewnie zachwyciły się właśnie tym co zawiera opis z książki nie patrząc ciut szerzej, bo nie o samą miłość tu chodzi.
Czy jest to najlepsza powieść o miłości wszech czasów? nie wiem, ale wiem, że napisano wiele tego typu powieści to jest ona inna i w pewnym sensie wyjątkowa, jest bardzo dobrze napisana, nie jest idealna ani zbyt cukierkowa. Jest po prostu NORMALNA.
Powiem szczerze, że byłam zaskoczona fabułą, nie czytałam opisu książki ani opinii na jej temat przed rozpoczęciem lektury, bo chciałam mieć niespodziankę. Niczego się nie spodziewałam i przez to jeszcze bardziej mi się spodobała, bo nie wiedziałam co będzie dalej. Po skończeniu książki dopiero przeczytałam opis i dobrze zrobiłam, że nie przeczytałam go wcześniej, ponieważ za dużo zdradza, praktycznie streszcza całą fabułę.
Sięgnęłam po nią, bo miałam ochotę właśnie na coś lekkiego, normalnego i nie paranormalnego ani fantastycznego. I jestem zachwycona. Od książki nie mogłam się prawie w ogóle oderwać. Może zabrzmi to trochę słodko, "poetycko" i infantylnie, ale do głębi poruszyło się serce me.

O czym ona jest? oczywiście o miłości, klasyczne love story dziejące się w szkole, z początku strach i nienawiść, dokuczanie a potem zaciera się granica i następuje zakochanie, takie to typowe, ale jednak wyjątkowe i o tym, że miłość potrafi zdziałać cuda. "Miłość od nienawiści dzieli jeden krok."

Świat gangsterskich Latynosów i bogatych dzieciaków z Ameryki. Dwa światy i dzieli ich mur, iskrzy gdy te światy się zderzą, więc starają nie wchodzić sobie w drogę. Stereotypy i uprzedzenia mogą być krzywdzące. To książka przede wszystkim o tolerancji, o tym, że nie należy sądzić po pozorach i nie oceniać po okładce, a "prawdziwych przyjaciół poznajesz w biedzie". Okazuje się, że ci "źli" to są Ci dobrzy a ci "dobrzy" to ci zepsuci. A ci idealni tylko udają idealnych, zakrywają się zasłoną, żeby "ludzie nie gadali". Presja ze strony szkoły, rodziców i rówieśników. Problemy nastolatków, pierwszy seks, prawdziwa miłość i mylne wyobrażenie miłości. "Jesteśmy aktorami. Udajemy, że jesteśmy ludźmi, za których chcemy być brani."
Bardzo dobrze są zarysowane postacie, dobrze dopracowana opowieść, wszystko dawkowane w odpowiednich proporcjach, nie ma przesytu ani wrażenia, że czegoś za mało. Świetnie się czyta, wciąga od pierwszych stron. Wzruszająca i zabawna, momentami poważna. Nie jest idealna, jakieś tam wady ma, ale jest na tyle dobra, że mogę polecić.

"Wszyscy wiedzą, że jestem idealna. Moje życie jest idealne. Moje ciuchy są idealne. Nawet moja rodzina jest idealna. I choć to kompletna bzdura, staram się, jak mogę, żeby tak to właśnie wyglądało. Jeśli prawda wyszłaby na jaw, zniszczyłaby mój bajkowy wizerunek..."


Tytuł: Idealna Chemia
Autorka: Simone Elkeles
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2013
Status: Moje

Moja ocena: 10/10

czwartek, 4 września 2014

Oddech Nocy - opinia...

A gdyby tak móc chociaż na chwilę przenieść się do świata magii, elfów, wróżek. Poczuć się jak wyjątkowa istota przeżywająca wyjątkowe przygody i być może jedyne w swoim rodzaju... a gdyby tak przenieść się do świata baśni i bajek? Czy utknę tam na zawsze? czy byłoby to aż takie straszne? przecież realny świat jest taki nudny i szary, codzienność zabija magię i marzenia. A jeśli wrócę do swojego świata to co się ze mną stanie? poczuję ulgę a może będę tęsknić?
Hmmm... chciałabym móc się przenieść na chwilę gdzieś indziej, w wyjątkowe miejsce, poczuć powiew świeżego, magicznego wiatru, oddać wodze fantazji i zniknąć, po prostu zniknąć z tego świata chociaż na parę godzin. Chciałabym znaleźć się w świecie snów.. tylko jak to zrobić? czy to jest proste?

Takie myśli towarzyszą mi niemal codziennie, moim największym marzeniem z dzieciństwa było właśnie to, żeby móc znaleźć się w bajce i przyznam szczerze, że nie raz wracam myślami do tego marzenia i jest ono poniekąd możliwe, dzięki książkom odnajdywałam różne światy mniej lub bardziej pociągające i barwne, ale dopiero po tylu latach poszukiwań znalazłam w końcu taką, która spełniła moje dziecięce marzenie. "Oddech nocy" autorstwa Lesley Livingston. Po prostu zakochałam się w tej książce od pierwszych słów. To baśń, bajka dla nieco starszej młodzieży, która może jednak oczarować dorosłe osoby, tak było ze mną. Oddałam się w pełni tej fascynującej przygodzie. Zaciera się granica między światami. Baśń na podstawie „Snu nocy letniej” Szekspira. Genialny pomysł i całkiem przyzwoite wykonanie. Język jest prosty, ale to nie oznacza, że zły. Dzięki temu czytelnik oddaje się w pełni i wręcz wciąga się w historię, aż przestaje zauważać literki na kartkach tylko przeżywa całym sobą tę magiczną opowieść. Wiem, że nadużywam słowa "magia", ale wierzcie mi, jest jej tyle, że ciężko o niej nie wspomnieć kilka razy. To po prostu magiczna książka dosłownie i w przenośni.

Opis z książki informuje, że jest to "Pełna subtelnej erotyki" powieść, niektórzy nie dostrzegają jej, ale jak sama nazwa wskazuje, jest ona subtelna i erotyka nie oznacza, nie zawsze od razu oznacza, że będą jakieś sceny łóżkowe, to bardzo płytkie myślenie. Erotyka to coś więcej i jest ona delikatnie zarysowana, ale tylko wrażliwi na piękno będą potrafili ją dostrzec. Ja ją dostrzegłam i jestem zadowolona, że jest ona jaka jest, cieszę się, że autorka pokazała erotykę właśnie w taki sposób w jaki to zrobiła. Delikatny i subtelny, jak ze snu. Może w następnych tomach to się zmieni.

Plusem jest też to, że może wiele osób sięgnie po twórczość Szekspira, zachęceni tymi wspaniałymi cytatami i całą scenerią, którą autorka zawarła w powieści. Niektórzy się mogą czepiać, że książka mało ambitna, ale moim zdaniem jest ona idealna na poprawę humoru, a dialogi są po prostu świetne. Nie wszystko musi być poważne, spięte, sztywne i wypompowane, czasem warto sięgnąć po coś lżejszego, pobudzającego wyobraźnię i najzwyczajniej w świecie zgrzeszyć. Autorka ma takie pomysły dziwaczne, że nie sposób się nie uśmiechnąć pod nosem, na prawdę wielkie brawa i gratulację za wyobraźnię. Minusem jest to, że mogłaby być dłuższa, wtedy nie czułoby się takiego niedosytu po zakończeniu, a przyjemność z czytania mogłaby trwać znacznie dłużej.
Bohaterowie.. cóż.. są delikatnie zarysowani, polubiłam ich wszystkich, ale przez to, że akcja dzieje się dość szybko i to w zaledwie kilka dni się wszystko kończy, nie jesteśmy w stanie zbyt dobrze ich poznać, ale mam nadzieję, że w następnych tomach nadrobi się te straty. i postacie zbyt szybko się w sobie zakochują, ledwo się przecież znają, ale to tam taki drobny minusik.
I duży plus za to, że W KOŃCU akcja nie rozpoczyna się i nie dzieje w szkole.

Powieść fascynuje, hipnotyzuje swoją magią, oryginalnością, pomysłowością, bajkowością.. magia, magia i jeszcze raz magia. Tyle zachwytów nad nią, ale to po prostu moja opinia, bo jestem zachwycona. Książka spełniła wg. mnie swoje zadanie i cieszę się, że mam ją w swoich skarbach, dzięki czemu będę mogła znikać i przenikać do świata, jaki sobie wykreowałam w dzieciństwie, ile tylko będę miała na to ochotę... a coś mi się zdaje, że będę tam przebywać zbyt często.
Więc jeśli ktoś miał podobne marzenia, to polecam tę książkę.


Tytuł: Oddech nocy
Autorka: Lesley Livingston
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2011
Status: Moja


Moja ocena: 8.5/10

poniedziałek, 1 września 2014

Sierpniowy stosik...

Witam Was dzisiaj i zapraszam do obejrzenia dwóch zdjęć na których są pokazane książki, które zdobyłam w sierpniu. Moja biblioteczka została wzbogacona aż o siedem tytułów. A tak się prezentuje stosik w całości:


A oto i tytuły:

1. "Władca Ognia" - Emilio Salgari - kupiłam ją w sklepie "Wszystko po 2,50 zł" (właśnie za tę cenę xD) śliczne wydanie, w twardej oprawie.
2. "Błękitno - purpurowy Matuzalem" - Karol May - jak wyżej.
3. "Światła pochylenie" - Laura Whitcomb - mój kochany doładował mi w prezencie punkty na fincie (czyli w zasadzie to kupił mi tę książkę )
4. "Piękni i martwi" - Yvonne Woon - patrz pkt. 3

5. "Nawiedzone miasteczko Shadow Hills" - Anastasia Hopcus - również za punkty na fincie, ale tym razem sama je zdobyłam :)
6. "Bezduszna" - Gail Carriger - to samo co wyżej
7. "Niebajka" - Raymond E. Feist - jak wyżej

Także jestem teoretycznie i wizualnie zadowolona z moich zdobyczy, ale zobaczymy jak to się odzwierciedli w praktyce.
Piszcie w komentarzach jeśli już coś z tego czytaliście, bądź macie zamiar i co polecacie w szczególności.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam :)