Google+ Followers

środa, 16 kwietnia 2014

Czerwony Hotel - opinia...



Tytuł: Czerwony Hotel
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: REBIS
Rok wydania: 2012, Poznań
Status: Wypożyczone z biblioteki


Czytałam już wiele książek Grahama Mastertona, znam tego pisarza i wiem czego mniej więcej można się po nim spodziewać i do tej pory jeszcze nie żałowałam, że sięgnęłam po jego książki. Zawsze zapewniają dobrą rozrywkę mimo iż jest pisarzem dość nierównym.
Sięgnęłam po "Czerwony hotel" z ciekawości, co też ten pisarz tym razem wymyślił...
Mamy tym razem akcję dziejącą się w tytułowym, czerwonym hotelu. Jest on nawiedzony przez duchy, różne wymiary na siebie się nakładają, jedna z bohaterek miewa proroczy sen dotyczący tego miejsca, jej brata i oczywiście niej samej.
W rozwikłaniu zagadki pomaga Sissy, kobieta medium przepowiadająca przyszłość z kart.
Cóż.. zaintrygowana opisem sięgnęłam po tę książkę oczekując dobrej rozrywki, poza tym uwielbiam mroczne tajemnice, paranormalne sprawy i wróżenie z kart. I nie zawiodłam się.. dostałam wszystko czego oczekiwałam. I zdecydowanie jest to dla mnie najlepsza książka Mastertona jaką do tej pory przeczytałam.
Wielu ludzi uważa, że książka jest za słaba na horror, narzekają, że za mało straszna i że w ogóle jest jakaś nijaka. A mnie się właśnie to wszystko najbardziej podobało i tym razem w tej książce znalazłam to czego brakowało mi w innych książkach tego pisarza. Znalazłam tą magię, tę niepewność mimo przewidywalnej akcji. Znalazłam tę otoczkę, która powinna towarzyszyć makabrze przez całą książkę. To coś co zalega gdzieś w głowie, sercu, organizmie, trzyma i nie puszcza aż do zakończenia.
Książka nie jest przesadzona w makabryczne opisy, wszystko jest dawkowane w odpowiednich proporcjach, że czytelnik nie czuje przesytu, nie ma poczucia, że horror w zasadzie jest śmieszny i żałosny aniżeli straszny.
Kolejny plus to duchy, które nie są przesadnie ubarwione, tylko przedstawione w sposób prosty, jednocześnie wzbudzający niepokój. Ja przyznam się, że miałam ciarki na ciele gdy była o nich mowa. Tak, boję się duchów i jak w książkach występują zawsze odczuwam taki lekki hmm.. dyskomfort myślowy? nie wiem czy mogę użyć takiego określenia, ale uważam, że jest ono trafne.
Ale.. jednak muszę się czegoś uczepić. Troszeczkę niektóre motywy z książki przypominały mi "Lśnienie" pana Kinga. Możliwe, że Masterton się inspirował dziełem swojego kolegi po fachu albo mu pozazdrościł popularności lub po prostu to zwykły zbieg okoliczności. W każdym razie to wrażenie towarzyszyło mi podczas czytania.
Niemniej jednak książka jest bardzo dobra, zupełnie inna od tych, które już przeczytałam, jakby innym stylem napisana. Pozytywne zaskoczenie. I takie historie bardzo lubię.
Polecam.

Moja ocena całości: 7.5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz