Google+ Followers

czwartek, 10 kwietnia 2014

Sekundę za późno - opinia...



Tytuł: Sekundę za późno
Autor: William R. Forstchen
Wydawnictwo: Bullet Books, seria: Czarna Wdowa
Rok wydania: 2011
Status: Moje


Arcydzieło czy bezsensowny bełkot?
Myślę, że i jedno i drugie, ale jeśli chodzi o to drugie to raczej sensowny bełkot.
Książka opowiada o tym co się może stać jak wyłączą nam prąd i przestanie wszystko działać i jest to świetny podręcznik survivalu czyli, jak przetrwać gdy nadejdzie taka, dość realna, katastrofa i wojna. I myślę, że w dzisiejszych czasach jest to niezbędna książka w każdym domu. Każdy powinien ją przeczytać i być przygotowany tak w razie czego.
Książka sensowna, warta przeczytania, bardzo dużo przydatnej wiedzy, szczypta historii.
Jednak... jest trochę rzeczy, które mi bardzo przeszkadzały:

1. Momentami zastanawiałam się czy ta książka jest faktycznie o końcu świata i przetrwaniu czy może jednak o... nałogowym paleniu papierosów. Niemalże na każdej stronie gościu (czyt. główny bohater) martwi się ile ma fajek i że musi zapalić i się zastanawia czy kogoś poczęstować. W ogóle wszyscy bohaterowie to palacze. I zamiast zrobić na samym początku zapasy jedzenia i rzeczy przydatnych ten se zrobił zapasy... kartonów papierosów na kilka miesięcy... to jakiś żart?!
Szlag mnie trafiał jak czytałam prawie na każdej stronie o fajkach i to było pisane z taką czcią, że autor na chwilę zapominał o katastrofie, bo musiał napisać dokładnie o tym jak ktoś się zaciągnął i w tym momencie była cisza na sali.
Główny bohater mnie drażnił też tym, że uważał siebie za wszechwiedzącego Alfę i Omegę i wszyscy mają się go słuchać, bo on zawsze ma racje i w dodatku się z tym obnosi.

2. Książka w zasadzie jest też o tym jacy to Amerykanie są zaje... jedwabiści. Jacy to oni są wrażliwi na punkcie zwierząt i jako jedyni na świecie traktują swoich pupili jak członków rodziny. Momentami czułam się lekko urażona jako europejka. I takie wielkie zdziwienie, że u nich też może coś wybuchnąć.. ale co z tego, jesteśmy Amerykanami (co w sumie też na każdej stronie było podkreślane) i damy sobie radę. Cały świat (z wyjątkiem Amerykanów) jest nieporadny i nikt na świecie nie radzi sobie tak dobrze jak Amerykanie.

3. Dzielenie ludzi na kategorie... a konkretnie na wojskowych i ludzi przydatnych i na resztę plebsu, który bez nich sobie nie poradzi. A skąd autor ma pewność, że w obliczu takiej zagłady świata, nie będzie na odwrót? że to właśnie ten "nieporadny plebs" nie okaże się bardziej zaradny i przydatny od wojskowych? W końcu człowiek to jedna wielka zagadka i w obliczu zagrożenia życia potrafi zdziałać cuda.

4. I przyznam, że momentami czułam się też urażona jako kobieta.. każda kobieta występująca w książce, była seksowna, szczupła i był to taki typ lalki i tylko takie rozmawiały z głównym bohaterem. I jeszcze tekst, że Azjatki są najładniejsze na świecie.. po jaką cholerę (za przeproszeniem) bohater o tym mówił w obliczu zagłady? Chaos się rozpętał, każdy walczy o przetrwanie a ten o takich rzeczach myśli? aa i oczywiście, kobieta ma tylko jedno do zaoferowania w obliczu zagłady żeby się najeść....

5. Przeszkadzało mi, że przez większość książki były ciągłe narady... Narada, narada, narada, zapalenie fajki, narada, fajka... ooo może w końcu jakąś akcję zrobimy? fajka, narada, narada, fajka i w końcu stanie i patrzenie jak reszta plebsu sobie radzi, komentowanie ich poczynań przy fajeczce.. hmm.. może kogoś zastrzelimy? narada, fajka, narada, WOJNA!!!
Bełkot, po prostu bełkot. Narada, naradą, naradę.. naradza (pogania)

6. I ostatni punkt... Ta książka ma morał taki: "karmić wojskowych i ludzi przydatnych, a plebs może zginąć, on nam nie potrzebny. Kto nie jest żołnierzem nie przetrwa i jest nic nie wart". I łaskawie karmią tych co się znają na jakichś tam starych wynalazkach.
I martwią się ile maja gąb do wykarmienia, a jak ktoś ginie to się cieszą, że więcej jedzenia dla reszty.
Ta książka wywyższa wojskowych.

Pomijając te minusy, przymykając na nie oko, to książka na prawdę jest rewelacyjna, bardzo dobra opowieść, fabuła wciskająca w fotel, tylko niewrażliwi i Ci co mają serce z kamienia nie docenią tej powieści. Na prawdę godna uwagi. Podobało mi się to, że główny bohater tak bardzo dbał o swoją rodzinę, walczył za nią... nawet za psa. Wszyscy bohaterowie bardzo dobrze zarysowani, wykreowani, konkretni i różnorodni.

Patrząc ogólnie na całość książki, to jest ona bardzo dobra. Mocne dialogi, dużo się dzieje, jest strach są emocje, które się budzą już na samym początku książki i znikają dopiero po zakończeniu... a po odłożeniu człowiek jest jeszcze w szoku i musi wrócić do świata realnego. Człowiek dochodzi do wniosku, że przecież to wszystko co jest przedstawione w tej książce może na prawdę się stać, przecież tam nie było żadnej fantastyki, tam był nasz rzeczywisty świat w którym żyjemy.
A ostatnie 100 stron wcisnęło mnie w fotel, łzy leciały aż do zakończenia książki... dla takiego zakończenia warto było przeczytać tę książkę pomimo tych dość licznych minusów. Dawno tak mocno nie ryczałam...
Na prawdę polecam!

Okładka: 9.5/10
Fabuła: 10/10
Bohaterowie: 8/10
Dialogi: 9/10
Język: 9/10

Moja ocena ogólna: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz