Google+ Followers

czwartek, 3 września 2015

Blog? a po co mi to?



Książki, opowieści towarzyszą mi przez całe życie odkąd moja mama czytała mi bajki na dobranoc, opowiadała baśnie czy śpiewała kołysanki. Nie pamiętam wszystkich swoich książeczek, ale zapadła mi w pamięć opowiastka o małym kotku "Tyci tyci malusieńki" w twardej oprawie, rozkładana jak harmonijka z mnóstwem obrazków. Potem były baśnie Andersena i Braci Grimm, wiersze Brzechwy. Książki otaczały mnie zawsze, ze wszystkich stron i traktowałam je jak coś oczywistego i normalnego.
Nie było dnia bym nie spędziła go z jakąś książeczką w ręku i tak jest do dzisiaj. Zawsze znajdywałam czas na czytanie chociażby kilku stron. Czytam codziennie i dla mnie dzień bez czytania jest dniem straconym. Książki to moja pasja, hobby, rozrywka, uzależnienie...w końcu każdy jakieś ma, a to przynajmniej jest pożyteczne i przyjemne zarazem.
Jednak w szkole nie lubiłam czytać lektur, tzn. w podstawówce owszem lubiłam, chyba każda przypadła mi do gustu i chętnie brałam udział w dyskusjach na lekcjach. Niestety w gimnazjum aż do końca szkoły średniej nie mogłam się zmusić do sięgnięcia po lektury, czytałam tylko te które mnie zaciekawiły, reszty nie tykałam wolałam czytać swoje, które sama wybrałam z biblioteki. Nie lubiłam gdy nauczyciele zmuszali do czytania tego czego nie chciałam czytać i co mnie kompletnie nie interesowało.
Zawsze cieszyłam się kiedy mogłam pójść, czy to sama czy z koleżankami, do biblioteki. To był i jest dla mnie prawdziwy raj zaraz obok księgarni. Kocham książki, kolekcjonuję je i traktuję jak skarby.

Szybkie czytanie:
Podziwiałam ludzi którzy szybko czytają, choć sama czytam w miarę szybko, to zawsze chciałam się nauczyć czytać szybciej. Jednak z czasem uznałam, że na co mi to? nie chcę przecież w ten sposób traktować książek, nie chcę ich po prostu zaliczać, odhaczać jako przeczytane i tyle. Nie, ja chcę z książką spędzać miły czas i nie obchodzi mnie ile mi to zajmie. Nie chcę za szybko uciekać ze świata, który sobie wybrałam. Nie traktuję książek jak przelotnych znajomości a raczej jak przyjaciół. Chcę rozkoszować się w pełni lekturą. Nie lubię nabijać liczników, mimo, że czytam bardzo dużo. To nie wyścig, to nie przechwałki i nie biorę w tym udziału. Nie mam poczucia straconego czasu. Czytam dla przyjemności, dla siebie a nie żeby inni mnie podziwiali (bądź nie), że tak dużo czy szybko czytam. Nie liczę stron, bo szczęśliwi czasu nie liczą.

Nawet z gniotu staram się wyciągać coś pozytywnego:
Sięgam po różne książki. Ambitne, mniej ambitne. Horrory, klasyka, fantastyka, historia, romanse, obyczajówki. Uważam, że każda książka została napisana "po coś". Jedne lepiej drugie gorzej (czasami też tłumaczenie wiele daje bądź nie daje), ale każda książka coś przekazuje, w każdej znajdzie się chociaż jeden trafny cytat. Zdaję sobie sprawę po jakie książki sięgam, czytam opinie i albo się zgadzam z tymi negatywnymi albo z pozytywnymi, jednak w każdej staram się znaleźć coś dobrego, coś pozytywnego, z każdej wyciągam ile się da. Jeśli nie jest zbyt mądra (bądź jest za taką uważana) to przynajmniej staram się chociaż dobrze bawić, a lubię się śmiać, lubię gdy książka chociaż humor mi poprawi, zapewni rozrywkę i nie mam wtedy poczucia straconego czasu. To tak jakbym poszła na tandetną imprezę w kiepskim nastroju, ale zjawi się ktoś kto mnie rozbawi na chwilę, że poczuję się wyluzowana mimo, że już nigdy tej osoby mogę nie spotkać. Po prostu się bawię, korzystam z tego co mam, nie wybrzydzam tylko się cieszę.

Opinie do książek:
Trafiłam parę lat temu na portal lubimy czytać. Od razu pokochałam tę stronkę, że mogę skatalogować swoje książki, wyrazić opinię, podyskutować. Cieszyłam się, że znalazłam swoje miejsce i ludzi którzy również kochają czytać. I przez długi czas ograniczałam się do wyrażania opinii na tym portalu. Uznałam po jakimś czasie, że to za mało. Chciałabym mieć swoją stronkę, bloga gdzie mogłabym wyrażać swój entuzjazm i emocje poprzez wyrażanie opinii. Tylko czy blog o książkach się opłaca?

Więc założyłam bloga:
Ponad rok temu założyłam bloga, nie wiem po co. Przecież jest tyle blogerów, vlogerów którzy są znacznie lepsi w wyrażaniu opinii/recenzji. Są popularniejsi, więc po co kolejna blogerka? Jak mam się przebić?
Często z tego powodu właśnie mam poczucie zawodu, poczucie, że się do tego nie nadaję jestem kompletnym amatorem, nie piszę nawet recenzji tylko opinie, bo mi łatwiej i wygodniej, piszę w sposób luźny. Czasami się zniechęcam, wiele razy myślałam nad porzuceniem bloga, skasowaniem, nad ucieczką, ale w sumie po co?
Choć nie piszę profesjonalnych recenzji, nie znaczy że nie mogę wyrażać swoich opinii, może nie jestem zbyt oryginalna, ale chcę bardziej wyrażać emocje jakie mną zawładnęły niż streszczać fabułę. Cieszę się, że mam swoich czytelników, tych nielicznych, ale jakże cennych, dzięki którym jakoś w internecie istnieję. Mam mimo wszystko dla kogo pisać.

Czy czytam opinie lub oglądam booktuberów?
Tak, ale czytam opinie bądź oglądam jak już jakąś książkę przeczytałam (unikam spoilerów wtedy) bądź nie zamierzam jakiejś czytać a z ciekawości chcę poznać opinię innych. Nie zawszę komentuję, głównie z lenistwa albo nie wiem co powiedzieć po prostu. Jednak lubię czytać czy słuchać recenzji. Podziwiam ich a pracę, za to ile muszą czasu poświęcać żeby zachęcić do odwiedzania ich blogów czy kanałów. Jak dzielą się swoją pasją, do tego zachęcają do czytania i że mają swoje pomysły. Inspirują mnie, jednak nie chcę nikogo naśladować. Ja mam parę pomysłów na bloga, ale czy kogoś tym przyciągnę? Poza tym nie chcę po kimś powtarzać jeśli by się okazało, że ktoś już coś takiego wymyślił, nie chcę żeby ktoś mnie potem oskarżał o plagiaty czy coś. Dlatego mam taki sobie o prosty bloczeg na luzie. A wzorem dla mnie do prowadzenia bloga jest Kominek (nie tylko on, ale głównie on). Choć wiem, że mogę nigdy nie osiągnąć takich poziomów jak Ci znani blogerzy albo będzie to baaardzo pracochłonne to się nie poddam. Czasem się zniechęcam, ale się nie poddaję. Ewentualnie będę jedną z wielu, też dobrze :)

Polecanie książek:
Przyznam szczerze, że nie lubię tego robić. Za każdym razem gdy piszę opinię i mam ją zakończyć tym czy polecam czy nie, to mam dylemat. Z jednej strony jak mi się jakaś książka spodoba chcę się podzielić z nią z całym światem, chcę żeby wszyscy ją przeczytali i zobaczyli jaka jest świetna, fajna, zabawna itd.(to naturalne), ale w sumie po co?
Tak samo na odwrót, coś mi się nie podoba to wolałabym żeby inni też po to nie sięgali, bo strata czasu itd. tylko po co mam komuś mówić co ma czytać a co nie i co ma robić ze swoim czasem?
Mogę zasugerować, ale nie chcę żeby ktoś zachęcony opinią przeczytał książkę i mu się nie spodobała żeby miał potem do mnie pretensje, że stracił czas, bo ja powiedziałam, że książka godna polecenia. Na odwrót jest lepiej, gdy ktoś sięgnie po książkę, mimo, że ktoś powiedział, że jest kiepska a jednak temu komuś się spodoba, to ja się cieszę, że znalazł w niej coś co przypadło mu to gustu, że dostrzegł coś czego ja albo ktoś inny nie dostrzegł. Nie musicie wcale mnie, (ani nikogo innego) słuchać. Możecie się ze mną zgadzać lub nie. To zawsze jest Wasz wybór po jakie tytuły sięgacie i nikomu nic do tego.
Ja się nie wstydzę tego co czytam i co mi się podoba, nawet jeśli spodobała mi się książka tandetna, uważana przez wszystkich za gniot, to ma prawo mi się podobać i będę o tym otwarcie mówić nie wstydząc się tego. No bo co mi możecie za to zrobić? :)
Stworzyłam swój mały kącik do wyrażania emocji, mam gdzie pisać i dobrze mi z tym.. więc tak, prowadzenie bloga się opłaca.


Pozdrawiam
Elilaya :)

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa notka, przyjemnie się czyta, szczerze z wieloma rzeczami się zgadzam ;)
    zapraszam : http://layshasky.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) bardzo dziękuję za miłe słowa :)
      Pozdrawiam i zapraszam częściej.

      Usuń